Vinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.x

Rozważania Drogi Krzyżowej autorstwa Magdaleny Nowak.

 

Wprowadzenie

Wyruszamy dziś, w tym Nowym Roku, z nadzieją na szlak męczeństwa bł. Karoliny prowadzeni przez fragmenty poezji ks. Jana Twardowskiego, o którym papież Jan Paweł II pisał: „Tylko on, jeden tak pisze i przez swoja poezję prowadzi ludzi do Pana Boga”.

Nowy Rok daje nam wszystkim nadzieję na odrodzenie, na Nowe Życie.

W nadziei już jesteśmy zbawieni, bo nadzieja zawieść nie może. Nadzieja na życie wieczne – to ona działa w nas, byśmy mogli żyć przeciw rozpaczy i nieść wszystkim zrozpaczonym to, co mamy najcenniejsze: dobrą nowinę o Zbawicielu ludzi.  W nadziei już jesteśmy zbawieni. Naszym zadaniem jest pielęgnowanie tego daru. Zbliżając się do Bożych tajemnic, pielęgnujemy szczególnie miłość do Boga, która napełnia nas oczekiwaniem na Nowe Życie. Tylko spotkanie z Bogiem daje trwałą nadzieję. Tylko spotkanie Boga cierpiącego - dla nas daje nam niegasnącą nadzieję, bo wiemy, że nie jesteśmy sami, bo wiemy, że mając jej cząstkę w sobie, wstydu nie doznamy.

 

Stacja I –Zachowaj mnie Boże

„co nam jeszcze zostało

ze sztubackiej nadziei”

 

A może wszystko się skończyło? Może przegrałam ja, bo przegrałeś Ty? Ale czy Ty przegrałeś? Skazany na śmierć jak złoczyńca, sponiewierany tak, że trudno patrzeć. Człowiek i Bóg w jednej osobie. Czy taki obraz, obraz zmaltretowanego człowieka, może być Nadzieją? Co więc nam zostało ze sztubackiej nadziei? Z tej śmiałej, która niczego się nie bała i wierzyła wbrew panoszącej się wszędzie rozpaczy? Przecież to pokorne spotkanie się z potępieniem ze strony ludzi, spotkanie z odrzuceniem, było Jezu, Twoim podążaniem ku zwycięstwu nad śmiercią, było drogą wbrew rozpaczy. Pozwól mi, Jezu, żyć nadzieją wbrew rozpaczy. Niech z tej sztubackiej nadziei zostanie we mnie jej śmiałość i siła.

Błogosławiona Karolino! Naucz mnie żyć nadzieją, chociaż jest ona tak często nazywana matką głupich. Pragę być głupia, bo to, co głupie i małe w oczach świata, jest tak cenne w oczach Boga.

 

Stacja II - Mówię do Pana                

„miłość dawno przybiegła i uklękła przy nas

spokojna, bo szczęście porzuciła ciasne”

Gdybyś nas nie zbawił, czy byłbyś szczęśliwy, Boże?

Gdybyś nas, Jezu, nie zbawił, czy byłbyś szczęśliwy?

 

Ale Ty właśnie postanowiłeś uniżyć się dla nas, stać się jeszcze bliższym nam, być bliższym naszym cierpieniom. Dlatego przyjąłeś krzyż bez zawahania. Porzuciłeś szczęście, by wybrać pełną ofiary miłość. Tylko miłość, która niczym sama siebie nie ogranicza, tylko taka miłość może być spokojna, bo wie, że kocha. W przyjęciu krzyża wyraziła się ona w pełni. I ta nadzieja, która narodziła się wraz z obietnicą Boga, nabierała coraz większego znaczenia. Bo po szczęście trzeba wyjść z ciasnoty. Trzeba uklęknąć nawet przed trudem. Trzeba nawet ucałować krzyż i wziąć go na swoje barki. Trzeba porzucić swoje własne, ciasne szczęście. 

Błogosławiona Karolino! Naucz mnie, tej prawdy, która była dla Ciebie najważniejsza, że kto wierzy nigdy nie jest sam! Naucz mnie klękać przed Bogiem nigdy przed samą sobą. Naucz mnie świętego poniżenia, aby zostać wywyższoną. Pragnę być mała i nic nie warta, ale najdroższa dla mojego Pana.

 

Stacja III – Chronię się do Ciebie

„Jest miłość trudna

jak sól czy po prostu kamień do zjedzenia”

 

Kto zrozumie miłość? Ten, kto kocha. Kto zrozumie upadek? Ten, kto choć raz upadł. Ten nie rozumie nadziei, kto nią nie żyje. I patrzę na Twój upadek. Patrzę na to, jak Cię popychają, jak opuszczają Cię siły. Patrzę i próbuje zrozumieć. Upadłeś. Rozpacz była tak blisko. Podniosłeś się. Wbrew rozpaczy. Zrozumiałam, co to znaczy kochać. I że, miłość jest po prostu trudna. Jest jak sól na ranę, albo kamień na talerzu zamiast chleba. I zrozumiałam, że trzeba się podnieść wbrew własnej rozpaczy. Tak! Twój upadek daje mi nadzieję, bo on nie był ostatnim zdaniem tej trudnej miłości.

Błogosławiona Karolino! Naucz mnie powstawania z każdego upadku. Nie chcę trwać w bagnie grzechu, które mnie pochłania. Pragnę wyzbyć się brzydoty zła i tego wszystkiego, co ono ze sobą niesie, aby nie utonąć w samej sobie.

 

Stacja IV – Pan mój los zabezpiecza                       

„tulić Jego głowę z pierwszymi włosami

w Betlejem pod gwiazdą uprzejmie schyloną

w Nazarecie głaskaną Maryi rękami

kto przytuli do siebie z koroną cierniową” 

 

Spotkanie z nieszczęściem, poniżeniem i niechybnie nadchodzącą śmiercią, to przeżywała Matka. Tyś przeżywał spotkanie z Jej sercem i miłością. Nie… jeszcze raz: Spotkanie ze szczęściem, nadzieją, miłością – to przeżywała Matka. Bo było to spotkanie tych, co się kochają. A miłość zawsze daje nadzieję. Nadzieja rodzi się z obecności i bliskości. Trzeba tylko mieć otwarte serce i patrzyć trochę dalej, niż własne cierpienie.

Błogosławiona Karolino! Naucz mnie patrzeć dalej niż moje zmartwienia i dostrzegać obecność tych, którzy mnie kochają.

Nie chcę użalać się nad sobą, wyliczając tylko swoje wady i problemy.  Nie chcę spoglądać z pogardą w lustro, nienawidząc siebie. Chcę patrzeć na siebie tak, jak patrzy na mnie Bóg – z miłością.

 

Stacja V – Ty ścieżkę życia mi ukażesz

„Miłości tak piękne, że wciąż niemożliwe” 

 

Tak długo szedłeś, że już nie miałeś sił nieść krzyża dalej. W pojedynkę niewiele rzeczy da się zrealizować. W pojedynkę ciężar jest o wiele cięższy. Ale pojawił się Cyrenejczyk.

To prawda, że go zmusili. Ale czy, gdy się zbliżył do Ciebie, gdy dotknął krzyża, gdy spojrzał Ci w oczy, czyż nie powiedział o miłości, że jest tak piękna, iż wciąż niemożliwa?  Po ludzku niemożliwa jest taka miłość: ofiarna aż do końca, idąca mimo wszystko. Taka miłość jest pełna nadziei, jest miłością idącą ku nadziei.

Błogosławiona Karolino! Naucz mnie, abym potrafiła z miłością pełną nadziei otworzyć się na drugą osobę. Naucz mnie spojrzenia, które będzie pozbawione wyższości. Pragnę być dla innych, aby służyć i być zawsze otwartą na Boga i bliźniego. Naucz mnie być zawsze na TAK dla Jego woli w moim życiu.

 

Stacja VI – Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek

„Żebym nie zasłaniał sobą Ciebie

nie zawracał Ci głowy, kiedy układasz pasjanse gwiazd

nie tłumaczył stale cierpienia - niech zostanie jak skała ciszy

nie spacerował po Biblii jak paw z zieloną szyją

nie liczył grzechów lżejszych od śniegu

nie kochał długo i niepewnie

nie załamywał rąk nad okiem Opatrzności-

żeby serce moje nie toczyło się jak krzywe koło

żeby mi nie uderzyła do głowy świecąca woda sodowa

żebym nie palił grzesznika dla jego dobra

żebym nie tupał na tych co stanęli w połowie drogi

pomiędzy niewiarą a ciepłem

nie szczekał przez sen

a zawsze wiedział że nawet największego świętego

niesie jak lichą słomkę mrówka wiary” 

 

Weronika mogła spojrzeć na Ciebie i zachwycić się Twoją twarzą. To takie ważne, móc zobaczyć twarz kogoś, móc jej dotknąć. To jest sedno spotkania: piękno twarzy drugiej osoby.  A Twoja twarz była oszpecona, zalana krwią, pokryta brudem.

A Twoja twarz była tak pełna miłości. Gdy patrzę na chustę Weroniki, widzę tyle nadziei. Dajesz mi ją, gdy patrzysz na mnie miłosiernie. I wiem, że mogę się zbliżyć do Ciebie jak Weronika, i że mogę choć trochę otrzeć Ci twarz.

Błogosławiona Karolino! Naucz mnie abym potrafiła innym dawać tą nadzieję, którą jest Jezus i Jego Miłosierne Oblicze. Dawać innym siebie poprzez miłosierdzie. Miłosierdzie Boga, objawia się światu poprzez drugiego człowieka. To ja jestem narzędziem Jego Miłosierdzia.  To ja, nikt inny mam ocierać twarz tym, którzy są pogardzani, ośmieszani, opluci, przeklęci przez świat. To ja jestem tą chustą Weroniki. Pragnę być zawsze obok drugiego człowieka, patrzeć w Jego spłakane i pozbawione nadziei oczy i widzieć w nich Boga – Miłosierdzie!

 

Stacja VII – Serce napomina mnie nawet nocą

„Zatrzymał się

cień pod oknem

nade mną chmury wędrowne

udam że mnie nie ma

zapomnę

puka

znów nie otwieram

myślę:- późno ciemno

- kto?- pytam wreszcie

- Twój Bóg zakochany

z miłością niewzajemną” 

 

Czasami mi się wydaje, że już nie dojdę i że jestem całkiem sama. Za dużo myślę o sobie i patrzę tylko na siebie. Nie mam już sił. I wmawiam sobie: nikt mnie nie kocha. Tymczasem Ty wstajesz i idziesz dalej. Widzę Twój upór. Nie robisz tego dla siebie. Robisz to dla mnie. Dla mnie się podnosisz i przypominasz mi, że jesteś moim Bogiem, który jest zakochany we mnie. A kiedy ja myślę tylko o sobie, wtedy Ty mówisz do mnie - czekam z miłością nieodwzajemnioną.

Błogosławiona Karolino! Naucz mnie, abym zawsze potrafiła patrzeć trochę dalej niż tylko moje ego. Naucz mnie, abym nigdy nie zgubiła Jezusa w natłoku swoich myśli. W chaosie, który wylewa się na mnie zewsząd. Płynący z ulic, domów, ludzkich dusz. Otwórz moje serce na pozamykane serca bliźnich, ich spojrzenia utkwione w telefonach komórkowych. Niewidzące, pozbawione płomienia radości, zgaszone. Pragnę zapłonąć jak Boża Iskra w zgaszonych ludzkich oczach.

 

Stacja VIII – Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy.

„Można mieć wszystko żeby odejść

czas młodość wiarę własne siły

świętej pamięci dom rodzinny

skrzynkę dla szpaków i sikorek

miłość wiadomość nieomylną

że nawet Pan Bóg niepotrzebny

potem już tylko sama ufność

trzeba nie mieć nic

żeby wrócić”

 

Dlaczego one płaczą? Bo nie rozumieją. One patrzą na to wszystko, ale nie widzą nic prócz rozpaczy. Jakże ona przysłania Ciebie. Jezu, czasami tracę wszystko, a wydaje mi się, że mam wszystko. Pakuję do plecaka całe swoje życie, ale nie biorę Ciebie. Potrafię tylko biadolić, nie patrzę na Ciebie jako na nadzieję. Czy potrafię jeszcze właściwie reagować na to, co dzieje się wokół mnie. Czy moje łzy, mój śmiech są szczere? Czy naprawdę umiem zapłakać nad ludzkim smutkiem, grzechem niedolą. Czy umiem się użalić nad śmiercią człowieka XXI wieku.

Błogosławiona Karolino, pomóż mi, aby moje człowieczeństwo nie umarło we mnie, abym umiała prawdziwie żyć bez zakładania tych wszystkich masek, które oddzielają mnie od świata, do którego tak bardzo staram się dopasować. Naucz mnie autentyczności. Nawet gdybym miała być brzydka dla świata, dla Pana pragnę być najcenniejszą perłą.

 

Stacja IX – Nic mnie nie zachwieje

„szukają wielkiej wiary kiedy rozpacz wielka

szukają świętych co wiedzą na pewno

jak daleko odbiegać od swojego ciała

a ty góry przeniosłaś

chodziłaś po morzu

choć mówiłaś wierzącym

tyle jeszcze nie wiem

- wiaro malutka”

 

Znowu upadłeś, a ja szukam odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Nie widzę nic poza swoimi pytaniami. Komplikuję wszystko, co możliwe. Rozpaczam. Ulegam tej rozpaczy. Nie widzę jak się podnosisz i jak mówisz: UFAJ!  Widziałam wiele znaków, jakich dokonujesz w moim życiu, wiele cudów, które stawiasz na mojej drodze, a nadal się boję. Jestem ślepa! 

Błogosławiona Karolino, proszę pomóż mi ufać, chociaż tak często mam ochotę wykrzyczeć do świata, że go nienawidzę! Mam ochotę zamknąć się w swoim bólu i cierpieniu. Naucz mnie zamykania oczu i podążania ślepo za Słowem, które jedynym prawdziwym drogowskazem. Pomóż mi uwierzyć i przekonać się, że nikt oprócz Boga nie da mi wskazówki jak iść ku Prawdzie. Karolino, pragnę ufać! Tak jak Ty!

 

Stacja X – Pan moim dziedzictwem

„Bóg wszechmogący co prosi o miłość

tak wszechmogący że nie wszystko może

skoro dał wolną wolę

miłość teraz sama wybiera

po swojemu to czyni co zechce

nie mogę tego zrozumieć.

Wszechmogący Bóg stoi nagi, upokorzony do końca" 

 

Nie mieścisz się w rachubach świata. Inni by tak nie robili. Potężni by tak nie robili. Ale to miłość łamie nasze powykrzywiane reguły świata. Miłość żyje po swojemu, a nie tak, jak my byśmy tego chcieli. Miłość zawsze nas zadziwia. Stoję, patrzę i nie mogę zrozumieć. Mam jeszcze takie zimne serce…

Błogosławiona Karolino! Naucz mnie kochać i nie przeliczać wszystkiego według rachub świata. Pomagaj mi otwierać się na ten Ogień, który nie niszczy, a ogrzewa oziębłe serca. Wypala wszystko, co w ludziach nie żyje dla Boga! Niech Bóg mnie wypali, niech mnie wyniszczy! Chcę spłonąć w Nim na zawsze!

 

Stacja XI – Pan moim przebaczeniem

„Gdy ciebie nie chcą nie piszcz nie szlochaj

najważniejsze, że ty kogoś kochasz”

 

Pozwolić się przybić do krzyża, stać się niewinną i dobrowolną ofiarą dla Boga i ludzi, to największa i najtrudniejsza tajemnica prawdziwej miłości Boga i bliźniego. Miłość przywiodła Cię na Kalwarię i również na krzyżu wszystkie Twoje słowa i gesty tchną miłością mocną i wyrozumiałą!  Szczerze, chcę dziś Ci powiedzieć, że jestem Twoja, że oddaje się Tobie, z radością pozwalam się ukrzyżować, należąc całą duszą do Ciebie.

Błogosławiona Karolino! Każda chwila mojego życia zbliża mnie do śmierci! Pragnę stanąć przed Bogiem z sercem czystym, będącym tylko Jego własnością. Moje serce tak pełne jest teraz uraz, żalu, nienawiści. Pomóż mi przebaczyć innym – przebaczyć zadawane cierpienie fizyczne, psychiczne, duchowe. Pomóż mi w Bogu przebaczyć wszystkim, którzy łamali moje serce i chcieli wyrwać je z mojej piersi. Pomóż mi przebaczyć

 

Stacja XII – Tyś jest Panem moim               

„Miłość na śmierć nie umiera”

 

Umarłeś. Wielu płakało za Tobą.  Jednak śmierć nie musi być straszna, jeśli jest ktoś na nią przygotowany, nawet ona nie może przestraszyć. Droga, ostatnia Twoja droga, ostanie kilka sekund Twojego życia. Byłeś gotowy, oddać je za moje!  Miłość musi ze śmiercią się spotkać. Każda miłość ma swoją śmierć.

Błogosławiona Karolino! Pomóż mi być zawsze gotową na śmierć i życie. Śmierć będzie dla mnie rozkoszą, jeśli z ufnością oddam się Bogu na własność. Z utęsknieniem pragnę czekać na śmierć. Błogosławiona Karolino, naucz mnie z utęsknieniem czekać na początek Nowego Życia.

 

Stacja XIII – Wieczna rozkosz po Twojej prawicy

„Ale są takie krzyże ogromne,

gdy kochając - za innych się kona -

To z nich spada się, jak grona wyborne -

w Matki Bożej otwarte ramiona”

 

Jesteś całkiem bezwładny. Zdjęty z krzyża. Tylko najbliżsi czekają. Chcą Cię dotknąć i w całun owinąć. Matka trzyma Cię w ramionach, tak jak to robiła, gdy się narodziłeś. Ona ufała do końca, pomimo bólu i cierpienia. Wierzyła, że Ta Śmierć ma sens, że ocali ona życie wielu. Także i mnie, moje słabości, obowiązki i cierpienie.

Błogosławiona Karolino! Naucz mnie, że na wszystko, co piękne w życiu trzeba poczekać, naucz mnie cierpliwości i ufności, że Bóg czuwa nad pragnieniami mojego serca i błogosławi moje marzenia. Karolino, pomóż mi z wiarą czekać na wypełnienie Boskiego planu w moim życiu.

 

Stacja XIV – Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą

„To, co wielkie i piękne, rodzi się przez cierpienie?. Zamilcz na chwilę zastanów się nad swoim życiem i zmień je, nie wiesz jak? Zacznij kochać!” 

 

Twój grób jest nadzieją świata, która nadaje sens mojemu życiu i stoi na straży mojego sumienia. To Twój grób uwalnia od grzechu i staje się dla mnie źródłem ożywczym. To Twój grób uczy mnie kochać! Twój grób nie pozwala mi patrzeć na Twoją mękę, jako na czas słabości i przegranego życia!  Twój grób jest Bramą Nowego Życia!

Błogosławiona Karolino! Pomóż mi uwierzyć, że przez Chrystusowy grób dojdę kiedyś do Nowego Życia. Moja śmierć będzie życiem, powtórnym chrztem. Odrodzę się z popiołu ziemi jak Adam. Jedyna Córka Boga! Karolino, pomóż mojej wierze w słabości się doskonalić.

 

Zakończenie:

Droga Krzyżowa, którą przeszliśmy była dla bł. Karoliny drogą do Nowego Życia. Wprowadziła ją prosto do Wieczności. Pragniemy mieć w sobie taka siłę, jaką miała Karolina, aby pomimo zadawanych ran ciągle biec dalej.  Pragniemy mieć przed sobą nadzieję na to, że On weźmie nas w ramiona i już nigdy nie wypuści. Pragniemy mieć w sobie miłość. W Nim odnajdziemy to, czego szukamy przez całe nasze życie, abyśmy już nie my żyli, ale żył w nas Chrystus.