Vinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.x

Rozważania drogi krzyżowej autorstwa Klaudii Tarczoń.

Drodzy Czciciele bł. Karoliny, wyruszamy szlakiem jej męczeństwa, tą ostatnią drogą, którą pokonała broniąc życia i godności. Drogą, która doprowadziła ją nie do śmierci, a ostatecznego zwycięstwa, zwycięstwa w Bogu. Chciałabym byśmy dziś przemierzając ten szlak, skupili się na słowach. Na słowach wielu z Was, które zamknięte w świadectwach tak pięknie mówią o Bożej miłości. Miłości, która nigdy nie zawodzi i zawsze prowadzi ku dobremu. Będę Wam dziś przybliżać świadectwa opublikowane w naszym kwartalniku „Śladami Karoliny” oraz na stronie internetowej sanktuarium. Oto pierwsze.

Droga Karolinko, przyjechaliśmy do Ciebie, aby zawierzyć nasze serca, oczyścić duszę ze wszystkich grzechów nieczystości. Pragniemy być czyste i nieskalane, tak jak Ty. Pragniemy z wiarą i miłością przeżyć całe życie zgodnie z Bożymi przykazaniami, by żyć w pełni łask, jakie Pan Bóg daje każdemu z nas. Wlej w nasz rozum miłość i mądrość do podejmowania właściwych decyzji.
- pisały Anita i  Asia na łamach numeru z lipca 2015r.

 

Stacja I - Zachowaj mnie Boże

Panie Jezu, skazano Cię na śmierć. Na okrutną mękę i drzewo krzyża. Ileż to razy ja staję w sytuacji wyboru i ile razy opowiadam się po stronie zła? Nie zawsze myślę wtedy o Twoich przebitych rękach, o Twojej broczącej krwią twarzy. A Ty mnie tak bardzo kochasz. Przez wzgląd na miłość do mnie pozwalasz na te wszystkie tortury i katusze. Błogosławiona Karolino, niech Twoje otwarte serce i mnie inspiruje, abym bardziej kochał Pana, który wziął winy każdego z nas na swoje ramiona.
Wsłuchajmy się w świadectwo małżeństwa opublikowane w numerze marcowym z 2015 roku.

Nasza historia nie jest historią typowego małżeństwa. Droga do Pana Boga w naszym życiu była długa i wyboista. Znaliśmy się już w dzieciństwie i byliśmy bardzo zaprzyjaźnieni, ale na studiach nasze drogi się rozeszły. Ja wyjechałam za pracą do Warszawy, a Tomasz został w naszym niewielkim mieście, bo tam znalazł zatrudnienie w rodzinnej firmie swojego wuja. W stolicy pięłam się po szczeblach kariery i po kilku latach zdążyłam osiągnąć jej szczyty - zostałam dyrektorem regionalnym w jednej z większych korporacji. Niby wszystko było idealnie, ale jako kobieta czułam się zupełnie bezwartościowa. Nie miałam czasu dla przyjaciół, nawet najbliższych, a co dopiero na poznawanie kandydatów na przyszłego męża. Rzadko odwiedzałam rodzinne miasto, więc dochodziły mnie tylko słuchy o życiu Tomasza. Wiedziałam, że założył rodzinę i wciąż pracował w rodzinnej firmie. Pamiętam, że podczas jednego z urlopów, kiedy byłam u rodziców, spotkaliśmy się w sklepie. Zazdrościłam żonie Tomasza. Miała kochającego męża i wspaniałego ojca rodziny. A ja byłam wciąż sama. Bogata, ale ogromnie samotna. Wtedy dotarło do mnie, jak bardzo kochałam Tomka, ale teraz na okazywanie uczuć było już za późno. Niecały rok po pamiętnym spotkaniu w sklepie dowiedziałam się od rodziców, że żona Tomka odeszła od niego i że się rozwodzą. Ponieważ byłam wtedy daleko od Boga, poczułam, że to może być moja szansa na związek. Zupełnie nie myślałam o tym, że przecież tak naprawdę Tomasz ma wciąż żonę, bo rozwód cywilny nie rozwiązuje także ślubu kościelnego. Działałam jak w amoku. Niestety bardzo szybko pocieszyłam dawnego przyjaciela i zaczęliśmy się spotykać na poważnie. Niedługo potem przyjęłam oświadczyny Tomka i wzięliśmy ślub cywilny. Niby wszystko było w porządku, ale sumienie nie dawało mi spokoju. Jeszcze bardziej skomplikowała się sytuacja, kiedy na świat przyszły nasze dzieci: mieliśmy problem z uzyskaniem zgody na chrzest. Kilka lat później starszy syn, przygotowując się do Pierwszej Komunii św. zapytał, dlaczego razem się nie modlimy i nie chodzimy do kościoła? Zaczęliśmy z mężem przeżywać coraz silniejsze wyrzuty sumienia z powodu braku sakramentów świętych. I tak Pan Bóg postawił na naszej drodze wspaniałego kapłana, który jako pierwszy podarował nam pismo „Miłujcie się”. Dopiero z lektury gazety i tamtejszych świadectw dowiedzieliśmy się, że przed Bogiem Tomasz wciąż jest mężem pierwszej żony. To był dla nas ogromny szok. Bardzo się kochaliśmy, mieliśmy dzieci i nie chcieliśmy się rozstawać, ale chcieliśmy zerwać z grzesznym życiem, pozostała nam tylko jedna droga. Zdecydowaliśmy się złożyć ślub czystości i żyć w tzw. białym małżeństwie. Należymy także do Ruchu Czystych Serc Małżeństw. Dzięki życiu w czystości możemy w pełni uczestniczyć w Eucharystii i przyjmować inne sakramenty. Nasza miłość przeszła wiele wzlotów i upadków, ale wierzymy, że z pomocą Boga możemy wszystko. Amen.

Stacja II - Mówię do Pana

Panie, to raczej Ty mówisz do mnie. Ciągle i nieprzerwanie. Tak jak mówiłeś do bł. Karoliny. Ona ten głos chłonęła i uwielbiała Cię w tajemnicy krzyża, który wyniosłeś na Golgotę. I ja pragnę odpowiadać na Twoją bezgraniczną miłość. Tu w tym lesie i w całym moim życiu. Pamiętaj o mnie bł. Karolino, bo chcę być jak Ty i kochać jak Ty.

A tak o swoim udziale w tym nabożeństwie drogi krzyżowej pisała w numerze dwunastym kwartalnika, Faustyna z Piwnicznej-Zdroju:

Po raz pierwszy na szlak męczeństwa wyruszyłam za namową moich przyjaciół. Poczułam wtedy niesamowity pokój, mogłam się wsłuchać w rozważania, a drugiej strony wyciszyć. Z czasem uczestnictwo w drodze krzyżowej zaczęło wynikać coraz mocniej z potrzeby mojego serca. Każda stacja jest dla mnie poznaniem siebie, swojego wnętrza. Tego, co jest we mnie jeszcze do przepracowania, względem siebie, innych. Droga krzyżowa u Karoliny to także możliwość ciągłego powierzania siebie, swoich pragnień, relacji, ale także tego, co dotyczy mojej rodziny, przyjaciół, osób proszących mnie o modlitwę. Powierzanie tego Jezusowi przez ręce bł. Karoliny. Przebywanie na ziemi, po której ona chodziła, to czas, w którym mogę odpocząć, nabrać sił do dalszego podążania drogą wiary, ufając jej wstawiennictwu. Wiem, że tak jak ona zwyciężyła świat, ja mogę zwyciężyć grzech, słabość, swoje lęki oraz to, co dla mnie trudne. Dlatego przyjeżdżam do Zabawy 18. dnia miesiąca, by idąc jej drogą męczeństwa, powierzać swoja drogę i odnaleźć pokój serca.

 

Stacja III - Chronię się do Ciebie

Jezu, krzyż jest ciężki, a w Twoim zmęczeniu i przy tak umęczonym ciele, wydaje się być czymś nie do udźwignięcia. Upadasz. Ale po raz kolejny pokazujesz nam, że z każdego upadku, grzechu, smutku, zniewolenia można się podnieść. Bo Ty jesteś siłą. „miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” - mówisz. Chcemy Ci ufać, tak bezgranicznie, tak naprawdę. Bł. Karolino, Ty swoje serce schroniłaś w Panu. Nawet w obliczu zagrożenia życia wiedziałaś, że tylko z Jezusem jest bezpiecznie. Prowadź i nas tą drogą całkowitego zaufania!

Posłuchajmy świadectwa Kasi z Limanowej - uczestniczki lipcowej drogi krzyżowej szlakiem męczeństwa bł. Karoliny. Numer 9 – lipiec 2016r.

Z postacią bł. Karoliny spotkałam się w II klasie gimnazjum, dzięki spotkaniom wspólnoty RCS, która w tamtym czasie tworzyła się w naszej parafii. Nie było to spotkanie łatwe, ponieważ Karolina jest bardzo wymagająca. Z nią można się tylko zmieniać. Przy niej nie można stać w miejscu. Z Karoliną trzeba działać! Podjęłam to wyzwanie... Wszystko działo się bardzo szybko. Można powiedzieć, że chłonęłam wartości, jak gąbka..., która niestety bardzo szybko stała się ciężka, zostawiająca po sobie tylko mokre plamy... Po drugim spotkaniu grupy przyjęłam pierścień czystości, wstąpiłam do wspólnoty, modlitwa zawierzenia RCS była zwieńczeniem ok. 2-tygodniowej formacji. Niestety, przyszedł czas spotkania twarzą w twarz Dawida z Goliatem - mojego idealnego, czystego świata z rzeczywistością. Pojawiły się pierwsze upadki, smutek i żal do siebie, że nie umiem żyć tak, jak obiecałam podczas modlitwy zawierzenia. I tutaj pojawiła się ONA - bł. Karolina, z którą spotkanie zawsze było (i jest nadal) niesamowitym oczyszczeniem. Sarkofag w Sanktuarium w Zabawie jest jedynym miejscem, gdzie potrafię płakać, a łzy przynoszą spokój i ukojenie. To właśnie bł. Karolina pokazała mi, że mimo bólu, grzechu i zranień trzeba - WSTAĆ I WALCZYĆ. To Ona daje mi przykład. Motywuje mnie. Zawstydza. Czy można chcieć więcej od przyjaciela?

 

Stacja IV - Pan mój los zabezpiecza

„A Twoją duszę miecz przeniknie”. I przeniknął. Maryja patrzy jak ukochany syn pobity, posiniaczony, zakrwawiony, ugina się pod ciężarem krzyża, który coraz mocniej wbija go w ziemię. W tym bólu nic nie mówią do siebie, lecz pocieszają się słodkim wejrzeniem pełnym miłości. Maryja uczy wytrwałości, i oddania Bogu nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Uczy mówić „tak, Panie”. Uczy pokory. Bł. Karolino, Ty wiedziałaś, że Matka Najświętsza jest drogą do Syna. Kochałaś różaniec. Na Matkę Kalwaryjską spojrzałaś tego dnia, kiedy żołnierz zabierał Cię w stronę lasu. I to zapewne Maryja utuliła Cię w ostatniej minucie. Zabrała do Jezusa. Naucz nas miłości do Matki Najświętszej, naszej Matki… 

Świadectwo Miriam, które opublikowaliśmy w numerze wakacyjnym w ubiegłym roku:

Od dziecka byłam zbuntowana przeciw całemu światu. Nasiliło się to zwłaszcza w okresie dojrzewania, kiedy zaczęły we mnie buzować hormony. Już wtedy znajdowałam się daleko od Kościoła. Jeśli już zostałam zmuszona przez rodziców do pójścia w niedzielę na Mszę św., to stałam zazwyczaj na zewnątrz i niewiele słyszałam, co się dzieje przy ołtarzu. Stopniowo moja więź z wiarą i Kościołem zanikła i doszło do tego, że po maturze nazywałam się ateistką. Wszystko co miało choćby pozór religijności było przeze mnie wyśmiewane. Oczywiście obracałam się w środowisku znajomych, którzy także nie mieli nic wspólnego z KK. Ponieważ nie dostałam się na wymarzone studia z architektury, wyjechaliśmy z ówczesnym chłopakiem do pracy w Anglii. Oboje żyliśmy od kilku lat jak małżeństwo, ale dopiero z daleka od kraju i rodziny poczuliśmy „prawdziwą” wolność. Na nasze codzienne życie oprócz pracy składały się obficie zakrapiane imprezy z mnóstwem przygodnych znajomych a także coraz częściej narkotyki. Mój chłopak bardzo szybko uzależnił się od dopalaczy a później cięższych substancji psychoaktywnych. Początkowo było to dla nas zabawą i żadne z nas nie zdawało sobie sprawy z powagi sytuacji. Jednak kiedy oboje wylądowaliśmy w szpitalu z powodu zatrucia twardymi narkotykami, a Adama ledwo odratowano, bardzo się przestraszyłam. Oboje trafiliśmy na odwyk. Niestety środowisko znajomych tak łatwo nie odpuściło. Mój chłopak pracował wtedy w sklepie z dopalaczami, więc codziennie był narażony na kontakt ze swoim uzależnieniem. Żeby pomóc Adamowi finansowo w walce z nałogiem, podjęłam się pracy jako streeptezerka w klubie nocnym. Wpadłam z jednego bagna narkotyków w inne. Oczywiście na samym tańcu i pokazach erotycznych się nie skończyło. Coraz częściej pracowałam także jako prostytutka. Tłumaczyłam sobie, że to praca jak każda inna. Mój chłopak zamiast mnie wyrwać z tego środowiska, wpadł całkowicie w nałóg narkotykowy. Tkwiłam w toksycznym, uzależniającym związku i pracy, która mnie niszczyła. Wtedy przyjechałam na krótki urlop do domu w Polsce. Dziwnym „zbiegiem okoliczności” mama pokazała mi jeden z numerów „Miłujcie się”. Przeczytałam gazetę od niechcenia, ale jedno świadectwo nawróconego narkomana zapadło mi szczególnie w pamięć. Wtedy poznałam także postać bł. Karoliny Kózki. Coraz częściej zastanawiałam się, czy moje życie ma tak już wyglądać? Mam wciąż żyć w związku z narkomanem i pracować w nocnym klubie? Przecież można chyba inaczej. Powrócił bunt, ale pozytywny. Miałam 25 lat i chciałam poznać człowieka, który mnie pokocha i będziemy tworzyć w przyszłości normalną rodzinę. Nie pamiętam dokładnie momentu, kiedy po raz pierwszy od dłuższego czasu weszłam na modlitwę do kościoła. Wiem, że razem z rodzicami byłam kilka razy na Mszy św., ale nie byłam jeszcze gotowa do spowiedzi. Wróciłam do Anglii na kilka dni tylko po to, żeby ostatecznie zakończyć znajomość z Adamem i zrezygnować z pracy w klubie. Dojrzałam po 5 latach do zerwania toksycznej znajomości z chłopakiem-narkomanem i pracą w klubie nocnym tylko dzięki sile modlitwy i wstawiennictwu bł. Karoliny. Wiem, że rodzice w tym czasie w Polsce bardzo gorliwie się za mnie modlili. Wróciłam na stałe do Polski jesienią 2016 r. Akurat wtedy kiedy na ekranach kin miał swoją premierę niesamowity film o bł. Karolinie pt: „Zerwany kłos”. Byłam z rodzicami w kinie i przepłakałam cały seans. Obecnie należę do RCS, podjęłam także wymarzone studia na architekturze i znalazłam dobrą pracę. Staram się codziennie modlić za mojego przyszłego męża, bo wierzę, że kiedyś go poznam. Będę do końca życia a także po śmierci wdzięczna Bogu, bł. Karolinie i rodzicom za pomoc w powrocie do wiary i Kościoła.

 

Stacja V - Ty ścieżkę życia mi ukażesz

Przymuszają Szymona z tłumu, aby pomógł dźwigać krzyż. Na pewno się tego nie spodziewał, nie był gotowy. Ale pomógł. Szedł z Tobą, Panie. Bł. Karolina często pomagała bliźnim, współczuła cierpiącym, modliła się za nich, była gotowa oddać ostatni grosz, żeby im pomóc. To była jej ścieżka. Ścieżka miłości. Czy my jesteśmy gotowi nieść pomoc? Może nią być czasem zwykły uśmiech, podanie ręki. Gest miłości. Karolino, otwieraj nasze uszy, oczy i serca na potrzeby naszych braci. Takim oto świadectwem podzielił się pan Dariusz z Rytra w wydaniu z listopada 2015r.:

Parę lat temu syn miał operację. Po niej było bardzo ciężko, syn był bliski śmierci. Modlitwa i zawierzenie Karolinie sprawiło, że wewnętrznie czuliśmy pokój. Nie było dziwnych myśli, nerwów. Przez „przypadek” mieliśmy relikwie błogosławionej Karoliny. Być może to sprawiło, że nawiązaliśmy z nią taką więź - trudno ocenić lub wytłumaczyć. Poprzez Karolinę spotykamy ludzi, którzy nam pomagają. Służą radą. My to odwzajemniamy, staramy się również pomagać. Wypraszamy modlitwą opiekę nad naszą rodziną. Ufamy i wierzymy, że błogosławiona Karolina roztoczyła nad naszą czwórką swą opiekę. W miarę możliwości przyjeżdżamy do Wał Rudy na drogę krzyżową śladami męczeństwa Karoliny. To, co się dzieje w tym miejscu, jest nie do opisania, to trzeba przeżyć osobiście.

 

Stacja VI - Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek

Panie, Weronika podchodzi i chustą ociera Twoją twarz pełną krwi i potu. Robi niewiele, ale dla Ciebie w tym skwarze i kurzu, to czyn odwagi i miłości. Nie wstydzi się, nie ucieka, nie chowa w tłumie. Błogosławi Cię za rozsądek, który otrzymała. Bł. Karolina też jest wierna i oddana. Wiara i miłość to dwa skrzydła tego pięknego, niewinnego ptaka. Na nich uniesie się ku niebiańskim przestworzom. Nam pozostaje prosić o siłę i wytrwałość, Karolino. By były takie jak Twoja. Następujące świadectwo nadesłała do sanktuarium pewna czcicielka bł. Karoliny:


Pochodzę z tutejszych stron. Obecnie pracuję za granicą. Mam 40 lat. Często przyjeżdżam do Polski do moich dzieci, ale ten ranek zapamiętam do końca życia… Wracałam do Polski sama samochodem, zresztą już nie pierwszy raz. Przejechałam jakieś siedemset kilometrów, wjechałam na trzynastkę w Niemczech… Myślami byłam już coraz bliżej Polski i rodzinnego domu. Rano, przed wyjazdem, dzwoniłam do moich rodziców, aby powiedzieć że wyjeżdżam i jak będę na granicy, to dam znać. Moja starsza córka podeszła do telefonu i opowiedziała mi swój sen. Śniła jej się Błogosławiona Karolina. Była wesoła, uśmiechnięta, biegała po lesie, a każde drzewo, każdy krzaczek usuwały się jej z drogi. Odsuwały gałązki, jakby nie chciały, aby Karolinka się o nie podrapała. Jadąc myślałam o śnie mojej córki, co też on mógł znaczyć.
Byłam już trochę zmęczona jazdą, aby nie zasnąć za kierownicą zaczęłam odmawiać modlitwę do Błogosławionej Karoliny i śpiewać pieśni. Skupiłam się na tym, gdzie jadę, bo z dwóch pasów autostrady zrobił się jeden, gdyż była ona w przebudowie. Przede mną jechały trzy tiry, więc szybko je dogoniłam. Gdy zwężenie się skończyło, tiry ruszyły i ja też już miałam nacisnąć na gaz… i nagle zrobiło się jasno w samochodzie – spoglądam do lusterka i myślę sobie, kto to jedzie za mną i mnie oślepia. Jeszcze raz spoglądam do lusterka i ku memu zdziwieniu nikt za mną nie jechał. To była godzina trzecia, może trzecia trzydzieści, nad ranem. Czerwiec, więc już nie ciemno i nie widno – wtedy obleciał mnie strach i usłyszałam głos:„zwolnij, nie jedź tak szybko, przecież jedziesz do mnie na drogę krzyżową.”
Serce biło mi jak szalone, puściłam nogę z gazu, jestem około stu metrów za wspominanymi wcześniej tirami, gdy nagle w jednym z nich wystrzeliła opona. Zaczęłam ostro hamować. Tir miotał się po wszystkich pasach starając się utrzymać na jezdni. W jednej chwili pomyślałam, że Karolina mnie ostrzegła i gdyby nie ona, to jechałabym zbyt szybko i w tym czasie, kiedy wystrzeliła opona, ja wyprzedzałabym tira. Nie miałabym szansy, żeby wyjść z tego cało. Tir zgniótłby mój samochód jak pudełko zapałek. I choć minęło już trochę czasu od tamtej chwili, to wierzę, że Błogosławiona Karolinka chroni mnie w podróży, pracy i każdej chwili mojego życia. Modlę się, aby została świętą.

 

 

 

 

Stacja VII - Serce napomina mnie nawet nocą

Czy moje serce napomina mnie nawet nocą? Czy należy do Boga? Jaką drogą idę przez życie? Pan szedł w spiekocie dnia i w szarym pyle dróg. Upadł po raz drugi. Ciężar krzyża był zbyt wielki. Upadł, ale wstał i szedł dalej tą samą drogą. Droga Ewangelii to droga nie łatwa, a każdy kto nią kroczy zmierza ku życiu wiecznemu. Jezu, Ty nam ciągle pokazujesz, że warto pójść za Tobą i Ciebie naśladować. Dałeś nam bł. Karolinę, dla której byłeś jedyną Drogą. Niech jej życie będzie dla nas zawsze wzorem, byśmy tak jak ona, zachowali dla Ciebie serce piękne i czyste.
W numerze 12 z 2017r. świadectwem podzielił się z nami Adam z Mińska Mazowieckiego:

Od czterech lat przebywam w wspólnocie Cenacolo, gdzie Pan Bóg podarował mi nowe życie. Miałem problemy z uzależnieniami i dzisiaj czuję prawdziwą wolność w sercu. Z Jezusem, poznając swoje słabości, jestem w stanie żyć i cieszyć się życiem. Na drodze krzyżowej bł. Karoliny jestem z jedną przerwą od lipca zeszłego roku. Od tego roku dołączyliśmy się do ewangelizacji, nosząc tuby podczas drogi krzyżowej. Przychodzę za każdym razem dziękować błogosławionej Karolinie za łaski, dlatego że towarzyszy mi na mojej drodze życia w moich trudnościach z uzależnieniami. Była pierwszą Błogosławioną, do której się zwróciłem. Dom wspólnoty, w którym przebywam, jest imienia bł. Karoliny, mamy tam relikwie i jej obraz. Każdego dnia zanoszę do niej moje modlitwy, dziękując za pomoc, wszelkie łaski i wstawiennictwo.

 

Stacja VIII - Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy

Panie, pomimo rozdzierającego bólu, poświęcasz chwilę opłakującym Cię niewiastom. Myślisz o nich, o ich dzieciach. Zawsze skupiasz się na człowieku. Dla człowieka robisz to wszystko. Ileż miłości w Twoim spojrzeniu! Jak piękny byłby świat gdybyśmy podobnie jak bł. Karolina Ciebie stawiali sobie przed oczy. Karolino, ucz nas takiego spojrzenia na drugich, pełnego miłości i miłosierdzia.
Niech Bóg będzie uwielbiony napisała 12-letnia wówczas Ewa. Posłuchajmy świadectwa z marca 2016r. Numer ósmy.

Mam na imię Ewa Karolina. Chodzę do V klasy. Bardzo lubię każdy 18. dzień miesiąca. Zawsze wtedy cieszę się, że mogę dłużej pobyć z Błogosławioną Karoliną. Gdy tylko mogę jestem na Drodze Krzyżowej. Tu uczę się od Niej prostoty i dobroci. Mogę powiedzieć Jej o moich pragnieniach i marzeniach. Gdy jest mi trudno i gdy jestem zadowolona. Wiem, że Ona jest przy mnie. Uczę się pokory i odwagi. Uczę się kochać Jezusa i żyć tak, aby mnie Jezus też kochał z moimi słabościami. Przez parę lat męczyło mnie ciągłe zapalenie spojówek. Oczy piekły i łzawiły się. Były wtedy cały czas zaczerwienione. Zalecone przez alergologa leki i krople pomagały na kilka dni, ale potem to wracało. Przyzwyczaiłam się, ale było to dla mnie bardzo uciążliwe. Nie mogłam wtedy czytać, uczyć się. Szczególnie nie mogłam przebywać na słońcu. Światła w domu też drażniły oczy. Pamiętam dzień 18. lipca zeszłego roku. Był on piękny, słoneczny, a ja nie mogłam z tego powodu być na Drodze Krzyżowej. Było mi bardzo przykro i smutno. Jednak z rodzicami pojechałam na Eucharystię do Sanktuarium. Po Mszy Świętej zostaliśmy na modlitwie o uzdrowienie. Mama powiedziała mi, abym szczerze się modliła do Pana Jezusa. Światła były przygaszone. Tylko jedno świeciło pięknie i mocno. Patrzyłam na Niego. To był Jezus w Najświętszym Sakramencie. Modliłam się, tak, jak umiałam i prosiłam wraz z innymi. Pod koniec podeszłam za innymi ludźmi pod Ołtarz. Powiedziałam Kapłanowi do ucha, o co pragnę prosić. On nałożył na mnie ręce i modlił się. Odeszłam i wzruszona przyjechałam do domu. Było już późno, szybko zasnęłam. Następnego dnia oczy nie piekły, nie łzawiły się. Myślałam, że to tylko chwila przerwy i wszystko powróci, ale minęły kolejne dni, tygodnie. Dzisiaj jest dokładnie pół roku. Objawy nie powróciły. Uświadomiłam sobie, co wtedy się wydarzyło. Prosiłam i Bóg wysłuchał mnie. Teraz już wiem, Bóg naprawdę pomaga. Trzeba tylko otworzyć swe serce, wyciągnąć do niego ręce, chwycić się Go mocno i całkowicie Mu zaufać. On wie, co dla nas jest najlepsze. Niech Bóg będzie uwielbiony i niech zawsze spełnia się Jego Wola.

 

Stacja IX - Nic mnie nie zachwieje

Nawet gdy upadnę, to nic mnie nie zachwieje. W godzinie próby odniosę zwycięstwo. Jezus już słania się na nogach. Upada po raz trzeci. Cierpienie jest niewyobrażalne, odczuwalne w całym ciele. Za chwilę się wypełni. Karolina ciągle ucieka. Gubi buty i kurtkę. Szamota się z leśnymi gałęziami – niemymi świadkami tej walki. Wie, że nie odda tego, co najcenniejsze, bo to należy do Pana. Jest poraniona i pokrwawiona, ale mocna. Silna mocą tej miłości, która jest potężniejsza od wszystkiego i która wszystko zwycięży. Karolino, przypominaj nam ciągle tę prawdę, że warto jest wciąż walczyć o swoje życie.

Dzięki Karolinie Magdalena i Mariusz dali radę – to kolejne ze świadectw, tym razem z wydania listopadowego. Rok 2014.

Moja historia z Karoliną zaczęła się w czasie, gdy razem z mężem zaczęliśmy starać się o dziecko. Oczywiście postać Błogosławionej była mi znana od wczesnych lat mojego dzieciństwa - mnie i mojemu mężowi. Oboje razem z Karoliną co roku kroczyliśmy do stóp Jasnogórskiej Pani. Początkowo nasze starania nie przynosiły żadnych owoców. Znajomy Ksiądz powiedział, żebyśmy zaufali Karolinie. Chodziliśmy na drogi krzyżowe, modliliśmy się i wysłuchiwaliśmy świadectwa kobiet, które kiedyś miały podobne problemy, ale dzięki Karolinie udało im się. Po każdej drodze krzyżowej nadzieja nasza rosła. W niedługim czasie dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Nasza radość trwała jednak niedługo, parę dni później straciłam nasze dzieciątko. Razem z mężem postanowiliśmy jednak nie poddawać się. Parę miesięcy później radosna wiadomość! Badanie wykazało, że jestem znowu w ciąży. Niestety i tym razem straciłam dziecko. Pomyśleliśmy wtedy, że limit nieszczęść już wyczerpaliśmy i że tym razem będzie dobrze. Niestety stało się inaczej. Kiedy straciłam trzecie dziecko, pomyślałam: „Boże, tak bardzo chciałabym zostać matką, a Ty dajesz i zabierasz”. Miałam wtedy żal do Boga, do siebie i do wszystkich. Tyle kobiet morduje i krzywdzi swoje dzieci, a ja po prostu chciałam to dziecko kochać. Nasza wiara, w to że będzie dobrze, może trochę słabła, ale ciągle była. Postanowiłam od tej pory modlić się nie o to, żeby zajść w ciąże, urodzić i być matką, ale o to, żeby, jeśli Pan Bóg sprawi, że kolejny raz będę pod swoim sercem nosić dzieciątko, to pozwoli by żyło, by się urodziło. Modliłam się więc co dzień do Karoliny, aby uprosiła u Boga moją prośbę: „Panie, jeśli dasz, nie zabieraj, a jeśli kolejne dziecko ma umrzeć, po prostu mi go nie daj”. Rok później, na początku 2012, dowiedziałam się, że znów jestem w ciąży. Razem z mężem nie potrafiliśmy się cieszyć z tej wiadomości, bojąc się kolejnego rozczarowania. Na początku wszystko było dobrze leżałam, uważałam na siebie, przestrzegałam zaleceń lekarza. Wiedziałam, że tym razem zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by było dobrze. Byłam pod opieką najlepszego lekarza, zrobiliśmy wszystkie badania, brałam odpowiednie leki - pozostało tylko modlić się. Niestety w szóstym tygodniu trafiłam do szpitala z krwawieniem. Lekarz ordynator oddziału powiedział, że w zasadzie to nie ma co robić sobie jakiejkolwiek nadziei, że w zasadzie jest już po wszystkim, że prawdopodobnie trzeba przygotować się na zabieg, bo tu nie ma na co liczyć. Wtedy znajomy ksiądz do szpitala przywiózł mi relikwie Błogosławionej. Nie potrafię opisać tego uczucia, które wówczas mi towarzyszyło: w jednej chwili poczułam i radość, i ogromny ból. Nie potrafiłam nic sensownego powiedzieć... po prostu: Karolino, Ty wiesz, o co proszę. Na zabieg nie zgodziłam się. Poprosiłam o odpowiednie badanie, a następnie USG. Lekarz bardzo niechętnie, ale zgodził się. I tak 17 lutego po raz pierwszy na monitorze zobaczyłam małe, bijące serduszko. Ten dzień zapamiętam do końca życia: pierwsze serduszko pod moim sercem, które zabiło. Później spotykały nas jeszcze różne trudności, kilka wizyt w szpitalu, cały czas leżenie. Ale od dnia, kiedy pojawiła się Karolina, wszystko zmierzało ku lepszemu. Dzięki Karolinie daliśmy radę. Myślę, że to właśnie dzięki Błogosławionej dziś jestem szczęśliwą matką i dzięki niej spodziewam się kolejnego dziecka, o które dziś razem z mężem mocno się modlimy.

 

Stacja X - Pan jest moim dziedzictwem

Panie, obdzierają Cię ze wszystkiego, nawet z resztek ubrań, które masz na sobie. Chcą Cię już do końca upokorzyć. Okrutni żołnierze wypełniają rozkazy. My jednak mamy wolną wolę daną nam przez Ciebie. Ale czy nie zdarzyło nam się pozbawić kogoś godności? Godności, która jest wartością nadrzędną dla życia każdego człowieka? Bł. Karolina broniła jej do końca, kolejne cięcia szabli rozcinały jej ciało, ale wiedziała, że nie może ulec. Prosimy Cię dziś o Błogosławiona, byś i dla naszych dusz i ciał wypraszała cnotę czystości. By godność nasza i naszych bliźnich była dla nas największym darem, ale i najważniejszym zadaniem.

W numerze marcowym z 2014r. świadectwem podzielili się Klaudia i Dawid – szczęśliwe małżeństwo, a przy okazji rodzice małej księżniczki.

Od zawsze modliłam się o „Bożego chłopaka” . Jednak w każdej wcześniejszej relacji zawsze to ja musiałam chłopakom mówić o czystości. Po jakimś czasie przestałam już wierzyć, że może być inaczej… Wtedy Pan Bóg mnie zaskoczył, bo poznałam Dawida, który już na pierwszym naszym spotkaniu (jeszcze nie randce) powiedział do mnie: Pamiętaj o czystości i zostaw „te sprawy” dla męża. Nie wiedział wtedy, że On nim będzie, choć ja już wiedziałam, że to Ten człowiek. Przeżyliśmy piękną drogę wzrastania do miłości w RCS-ie, przygodę w nauce czystości i wierności. Nauczyliśmy się szanować siebie nawzajem. To cudowne, że byliśmy dla siebie pierwsi i jedyni. Teraz w małżeństwie mamy oboje pewność, że skoro żyliśmy w czystości przed ślubem, to wytrwamy w wierności do śmierci. Modlimy się razem codziennie i żyjemy sakramentami, choć nie jest to łatwe odkąd Bóg obdarował nas córeczką. Miłość i czystość małżeńska??? Nawet nie wyobrażamy sobie, że można żyć inaczej. Jesteśmy szczęśliwi, ufamy sobie i nie mamy przed sobą tajemnic, a co najważniejsze Pan nam obficie błogosławi.

 

 

 

Stacja XI - Pan moim przeznaczeniem

Panie, Ty to wszystko wziąłeś na siebie. Dźwigałeś nasze grzechy, boleści, ułomności. A teraz nadchodzi godzina powrotu do Ojca. Te gwoździe to też moje winy, to moje słabości. Ileż to razy obiecuję sobie, że coś zmienię? Patrzę na krzyż, proszę o wybaczenie i w sercu postanawiam się poprawić? Ale upadam, uderzając po raz kolejny młotkiem i przybijając Cię mocniej do drzewa krzyża. A Ty mi wybaczasz. Czekasz aż wrócę. Karolina wiedziała, że jesteś przeznaczeniem każdego  z nas. W Tobie widziała jedyne Źródło Prawdy i Życie. Bł. Karolino, też chcę tak patrzeć i nie ranić Pana. Poprowadź mnie proszę prosto do Niego. 

W numerze listopadowym z 2016 roku ukazało się takie świadectwo Marka z Podola:

U bł. Karoliny jestem już dziewiąty raz. Przyjeżdżam tu, ponieważ ta młoda dziewczyna w pewien sposób wpłynęła na moje życie. Pierwszy raz o Karolinie usłyszałem 30 lat temu podczas mszy świętej beatyfikacyjnej w Tarnowie. Potem zapomniałem o niej na długie lata. Ale ona nie zapomniała o mnie. Po 29 latach przybyłem tutaj w dosyć niecodziennych okolicznościach z grupą mężczyzn świętego Józefa z Tarnowa podczas ekstremalnej drogi krzyżowej. To odmieniło moje życie. Jezus odmienił moje życie. Potem wszystko poukładało mi się w całość, że to bł. Karolina działała w tym kierunku. Od tamtej pory bardzo się zmieniłem. Wiem, że to za jej wstawiennictwem i jestem jej za to bardzo wdzięczny.

 

Stacja XII - Tyś jest Panem moim

Nie mam innego Pana. Mój Pan właśnie umiera na krzyżu. Wydaje ostatnie tchnienie. Oddał życie za mnie i za Ciebie. Złożył ofiarę najdoskonalszą z samego siebie. Umiera też Karolina. Szabla rosyjskiego żołnierza ostatni raz rozcina powietrze.  Przeciął aortę. Śmierć następuje szybko. Można powiedzieć, że szybko przenosi Karolinę na spotkanie z Bożą Miłością. Błogosławiona Karolino, czy w chwili śmierci widzisz już Pana zasiadającego po Prawicy Boga? Ucz nas, abyśmy potrafili umierać dla świata, ale rodzić się i żyć dla Boga. 

W listopadzie 2015 roku opublikowaliśmy świadectwo Judyty:

Jestem niespełna 34-letnią kobietą, której życie mogłoby być scenariuszem kilku filmów – dramatów, a może nawet thrillera. Mało w nim było elementów komediowych, ale liczę na to, że i takie się wkrótce pojawią. Proszę nie popełnijcie błędu, który ja popełniłam, żyjąc ułudą wolnej miłości i relacji z mężczyznami bez sakramentu małżeństwa. Wychowałam się w szczęśliwej i w miarę wierzącej rodzinie, choć rodzice nie przywiązywali specjalnie uwagi do wychowania religijnego dzieci. Tato ciągle był w delegacjach, natomiast mama dzieliła czas pomiędzy nas: dwie siostry, najmłodszego brata a swoją pracę zawodową. Oczywiście nie brakowało nam niczego. Każde z nas dostawało od rodziców wszystko, o czym marzyło. Jako jedyna w klasie miałam markowe ubrania z górnej półki i komputer. Ponieważ byłam bardzo szczupła i całkiem ładna, zaczęłam dość szybko wzbudzać zainteresowanie wśród rówieśników i starszych kolegów w szkole. Imponowało mi to, że jako pierwsza w klasie miałam chłopaka i tłum wielbicieli wokół siebie. Niestety bardzo łatwo popadłam w pychę i próżność oraz rozrywkowe towarzystwo. Jako pierwsza mogłam się pochwalić koleżankom, że już „to” zrobiłam i oto jestem dumną kobietą w wieku niespełna 17 lat. Wielu dziewczynom imponowało moje zachowanie, dawałam im rady, jak zdobyć chłopaka marzeń i być dobrą w łóżku. Teraz, gdy o tym myślę - pali mnie wstyd. Natomiast w liceum, a zwłaszcza na studiach byłam dumna z moich licznych wolnych związków, a jeszcze bardziej z liczby partnerów seksualnych. Oczywistym był fakt, że stosowałam antykoncepcję, żeby „nie wpaść”. Dziecko urastało w moim świecie do rangi dramatu. Na studiach moje hedonistyczne podejście do życia sięgnęło zenitu, kiedy to, podejrzewając, że jestem w ciąży - brałam pod uwagę aborcję. Na szczęście szybko okazało się, że jednak test ciążowy się mylił. I pewnie wciąż trwałabym w stanie grzechu ciężkiego, gdyby nie pewne bolesne doświadczenie w najbliższej rodzinie. Nagły wypadek i śmierć brata. Jego odejście zbliżyło mnie do Pana Boga i pozwoliło spojrzeć na dotychczasowe wyzwolone życie z innej perspektywy. Wtedy trafiło w moje ręce czasopismo „Miłujcie się”, w którym przeczytałam po raz pierwszy o Ruchu Czystych Serc. Moje nawrócenie wciąż trwa, dawne znajomości, przeżycia i zranienia powracają czasem ze zdwojoną siłą. Jednak wierzę, że dzięki RCS i jeszcze innej wspólnocie, do której należę - Bóg mi wybaczył i pozwoli kiedyś żyć z Nim w Wieczności.

 

Stacja XIII - Wieczna rozkosz po Twojej prawicy

Panie, Twoje umęczone ciało zdjęto z krzyża i złożono na rękach Matki, która obmyła je łzami. Matki, która przyjmowała wszystko z pokorą i rozważała w swoim sercu. Była przy Tobie do końca. Maryja jest dla nas przykładem podążania za wolą Boga. Błogosławiona Karolina też ją wypełniała, w chwili próby się nie wahała. Teraz wiecznie raduje się po Twojej prawicy. My prosimy Cię Karolino, byś wspierała nas na tej drodze, którą idziemy. Przyciągaj nas tutaj, umacniaj, ubogacaj, i mów do nas. Tu na tym szlaku, ale i w skrytości naszych serc.

Tak po kursie nowej ewangelizacji, który odbył się w sanktuarium w Zabawie, na łamach listopadowego kwartalnika pisała 28-letnia Magda. 2016 rok.

Doświadczyłam bliskości i delikatności Pana Boga. Jestem Jego ukochaną córeczką! Nauczyłam się, że Bóg chce być dla mnie dobrym Ojcem i pragnie prowadzić mnie za rękę. Utwierdziłam się w przekonaniu, jak bardzo potrzebuję wspólnoty.

 

Stacja XIV - Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą

Panie, Twoje ciało złożono w grobie. Karolinę dopiero po kilkunastu dniach zabrano do domu. Jej ciało też spoczęło po ziemskiej wędrówce. Ty dałeś nam szansę, odkupiłeś nas. Dziś każdy może wybrać zbawienie i wieczną rozkosz w Niebie, bo to Niebo dla nas otworzyłeś. Wystarczy tylko Tobie zaufać i na Ciebie postawić w swoim życiu. Wyzwalaj nas z niewoli, kajdan, zgubnych wyborów. Niech Twoi święci i błogosławieni prowadzą nas prosto do Ciebie. Szczególnie dziękujemy Ci dziś za jedną wspaniałą przewodniczkę, którą nam dałeś w osobie Błogosławionej Karoliny. Błogosławionej czystego serca, która już Ciebie Panie ogląda.
Karolino, módl się za nami!

W marcu 2017 r. w „Śladami Karoliny” ukazało się takie oto świadectwo:

Z Marysią poznaliśmy się jeszcze w czasach liceum. Jednak nie byliśmy wtedy parą. To było zwykłe koleżeństwo ze szkolnej ławki. Po maturze nasze drogi się rozeszły. Ja wyjechałem na drugi koniec Polski do Warszawy na studia prawnicze. Maria poszła do pracy i studiowała zaocznie. Przez ponad 7 lat nasz kontakt ograniczał się tylko do sporadycznych SMS-ów czy maili. W tym czasie życie w stolicy wciągnęło mnie do tego stopnia, że żyłem według powiedzenia” wino, kobiety, śpiew”. Mijały kolejne lata studiów a później aplikacji, które łączyłem z bujnym życiem towarzyskim. Zmieniałam dziewczyny jak rękawiczki, ale wciąż czułem się samotnie. Żyłem z daleka od Pana Boga i Kościoła, gdyż obracałem się w towarzystwie zdeklarowanych ateistów, dla których priorytetem była kariera i pieniądze. Byłem na dobrej drodze do zostania prokuratorem a jednocześnie zagubiłem prawdziwe wartości w życiu. Wtedy jednak jeszcze tego nie dostrzegałem. Dopiero niespodziewane spotkanie na ulicy Marysi było początkiem mojego nawrócenia. Moja przyszła żona pracowała wtedy w Domu Dziecka i była liderką jednej z ewangelizacyjnych wspólnot. Zaczęliśmy się spotykać na początku jako dawni znajomi z lat szkolnych. Dopiero po roku zostaliśmy oficjalnie parą. W tym czasie dzięki przyjaźni i modlitwie mojej przyszłej żony przystąpiłem po przeszło 7 latach do sakramentu pokuty. Wtedy także oboje przystąpiliśmy do Ruchu Czystych Serc, gdzie zwłaszcza ja nauczyłem się czym jest prawdziwa miłość. Codziennie musiałem walczyć z egoizmem, według którego żyłem do tej pory. Nie była to dla mnie łatwa lekcja życia. Sakrament małżeństwa jest ukoronowaniem a zarazem początkiem naszej wspólnej drogi do Pana Boga. Obecnie czekamy na narodziny naszej pierwszej córeczki. Chwała Panu!

 

Zakończenie

Do bł. Karoliny przyjeżdżam regularnie od maja 2016 r. Jestem rok po zabiegu operacyjnym na nowotwór złośliwy. Wcześniej jakoś nigdy nie było czasu, pojawiały się inne problemy, pora nabożeństwa też nie bardzo odpowiadała. Dopiero sąsiadka, która wyprosiła tutaj łaskę potomstwa dla córki, przekonała mnie do przyjazdu. Teraz, gdy przychodzi 18. dzień miesiąca, to nie ma siły, żeby mnie zatrzymać. Nieważne, jaka jest pogoda - czy pada deszcz, czy świeci słońce. Wszystkie problemy zostawiam i przyjeżdżam do bł. Karoliny. Trudno to opisać, ale taka siła tutaj ciągnie. Zawsze po drodze krzyżowej szlakiem męczeństwa Błogosławionej jestem pełna nadziei i siły na cały kolejny miesiąc. Tak mnie to mobilizuje.

Tym świadectwem podzieliła się Bożena z Bielczy w numerze z marca 2017 roku.

 

Panie, bądź uwielbiony za ten czas wspólnej modlitwy, za słowa tych wszystkich, których mogliśmy dziś posłuchać, za błogosławioną Karolinę. Dziś kończymy tę drogę krzyżową umocnieni i pocieszeni, pełni miłości, którą chcemy się dzielić z naszymi bliskimi oraz nadziei, która nie pozwala nam się lękać. Wierzymy, że jesteś z nami. Pozwól, by ten czas Wielkiego Postu był czasem prawdziwego rozdarcia naszych serc i zwrócenia się ku Tobie. Błogosławiona Karolino, wspieraj nas i prowadź. Ucz wytrwałości, wiary i walki o swoje życie. Byśmy kiedyś z radością mogli odejść z tego świata, wiedząc, że czeka na nas przygotowane mieszkanie w Niebie. Amen!

 

Administrator danych osobowych informuje, że wszystkie dane osobowe na stronie internetowej Sanktuarium w Zabawie umieszczone zostały za zgodą osób, których dane dotyczą lub umieszczone są na podstawie prawa.

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.