Vinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.x

Jest bardzo prawdopodobne, że oglądając film o Karolinie Kózkównie – Zerwany kłos, a nawet idąc w realu śladami jej męki, możemy jak Apostołowie, których oczy były jakby na uwięzi, nie dostrzec związku między jej osobą a późniejszymi wydarzeniami z II wojny światowej w okolicach jej zamieszkania.

 

 

 

Czy chodzi o brak informacji? I tak, i nie. Dotykamy tu bowiem TAJEMNICY BOŻYCH PLANÓW. W czym rzecz? Otóż można całkiem dobrze znać fakty z życia Karoliny:

- że była męczennicą z I wojny światowej;

- że została zabita przez rosyjskiego żołnierza 18.11.1914 roku w rodzinnej miejscowości WAŁ RUDA, w pobliskim lesie, między Tarnowem a Wisłą;

- że jej dom niemal przylegał do drogi prowadzącej przez wieś; itd. , itd.

Co więcej, można nawet dowiedzieć się, że po drugiej stronie owej drogi,                  w odległości kilometra – dwóch przygotowano w lipcu 1944 roku (w nocy z 25 na 26) polowe lądowisko, celem przyjęcia specjalnego samolotu – DAKOTĘ -                    z włoskiej bazy w Brindisi, który zabrałby najistotniejsze części rakiety V-2 do dalszego jej rozpracowania na Zachodzie.

Po ludzku sądząc sprawa jest prosta: mamy tu do czynienia z dwoma odrębnymi faktami, wydarzeniami. Jeden z I wojny światowej, drugi z II wojny światowej.

Te fakty, wydarzenia, nie mają zatem czasowo nic wspólnego ze sobą. Koincydencja mogłaby dotyczyć ewentualnie MIEJSCA. ALEŻ WŁAŚNIE O TO CHODZI! POMYŚL CZŁOWIEKU: JEDNA I TA SAMA WIOSKA! PO JEDNEJ STRONIE DROGI MIESZKAŁA KÓZKÓWNA – PO DRUGIEJ ROZEGRAŁA SIĘ AKCJA PRZERZUCENIA RAKIETY V-2 na Zachód.

A zatem, ludzki rozum ma prawo mówić swoje, że między Karoliną  a przerzutem nie ma związku, ale Pan Bóg ma prawo tenże rozum oświecić prawdą o świętych obcowaniu i kiedy to się stanie, sprawy wyglądają zupełnie inaczej: cudownie, zachwycająco. TO DZIĘKI WSTAWIENNICTWU KAROLINY AKCJA POLSKIEGO PODZIEMIA o kryptonimie MOST powiodła się i przeszła do historii jako jedna       z rewelacji II wojny światowej.

Wyliczmy zatem te znaki na niebie i ziemi, które wskazują na Bożą interwencję za pośrednictwem bł. Karoliny:

 

  1. Europa czeka na rozszyfrowanie rakiety V-2. Spod Sarnak (Siemiatycze) udaje się ewakuować niewypał i w zakamuflowanej butli gazowej przewieźć najważniejsze części w rejon polowego lądowiska Wał Ruda.
  2. Mobilizacja co najmniej kilkudziesięciu okolicznych mieszkańców do wyznaczonych zadań.
  3. Konfident informuje Niemców, na szczęście zbyt ogólnikowo.
  4. Nieustannie podający deszcz uniemożliwia rozpoczęcie akcji.
  5. Łączność radiowa z bazą lotniczą w Brindisi – w stałym pogotowiu.
  6. Bezskuteczna próba namierzenia radiostacji przez niemieckie lotnictwo.
  7. W międzyczasie na przygotowanym lądowisku o kryptonimie MOTYL rozbija się samolot węgierski.
  8. Na krótko przed akcją, na tymże lądowisku, zjawiają się niemieckie samoloty. Na szczęście wkrótce odlatują.
  9. Do najbliższej wioski Wał Ruda ściągają na kwatery niemieccy lotnicy. Atmosfera u nich swobodna, niczego nie przeczuwają.
  10. Wszystkie drogi zabezpieczone oddziałami gotowymi do walki.
  11. O północy z 25 na 26 lipca 1944 r. nadlatuje DAKOTA. Widła rzek Wisły i Dunajca bardzo pomocne. Lądowisko oznakowane światłami ognisk, stajennych lamp, ręcznych latarek i szkieł odblaskowych.
  12. Nowozelandzki pilot George Culliford decyduje się lądować dopiero za trzecim razem, przewidywał kłopot z podmokłym gruntem.
  13. Pozostaje tylko sprawa wyładunku i załadunku i byłoby po krzyku. A tu przerażenie! Mogą pomóc tylko niebiosa! Samolot nie może wystartować. Trzykrotne próby nie dają efektu. Koła zapadły się w błoto, silniki wyją, nie ma odpowiedniego sprzętu, tylko gołe ręce  i leśne gałęzie. Decyzja pilota i polskiego dowódcy: palimy samolot. Ale wtedy musiał widocznie ktoś usłyszeć głos Boży, bo postanowiono przystąpić do poderwania samolotu po raz ostatni, czwarty. Udało się.
  14. Akcja, która ze względu na obecność Niemców w okolicy miała trwać 10-15 minut, faktycznie trwała ponad godzinę.
  15. Rankiem o godzinie 7:00 nadchodzi depesza z Brindisi: lot zakończony pomyślnie!

 

 

 

 
   

 

 

                 Opracowano w oparciu o:

    Michał Wojewódzki, „Akcja V-1, V-2, Wyd. Pax 1970

 

Zapytuję: co to było za wydarzenie? Otóż, jeżeli w małej czasoprzestrzeni zgromadziło się zbyt wiele „przypadków”, sądzę za Wisławą Szymborską, że wówczas nie mamy już do czynienia z przypadkiem, ale z tajemnicą. Poetka wyśmiewa chęć tłumaczenia wszystkiego przypadkiem, ja także! A zatem zgódźmy się raczej na subtelną w tym wszystkim Bosko – ludzką współpracę, nawet w błocie, gdy nadeszła taka konieczność.

 

Idąc tropem Bosko – ludzkiej współpracy spójrzmy na lipcowe wydarzenia 1944 roku przez pryzmat kalendarza liturgicznego: Chrystus naprawdę do nas „mruga”:

  1. Kiedy wylądowała DAKOTA w Polsce? – w nocy z 25/26 lipca 1944 r.           w patronalny dzień św. Anny, Matki Maryi.
  2. Skąd przyleciała DAKOTA? – z włoskiej bazy w Brindisi. Kto jest patronem tego miasteczka? – św. Wawrzyniec, kapłan i doktor Kościoła +1592 r. Kiedy przypada jego dzień patronalny? – 21 lipca!
  3. Kto pilotował DAKOTĘ w obie strony, bez tankowania, lecąc nad terenami nieprzyjacielskimi? – św. Krzysztof, patron podróżujących. Kiedy przypada jego patronalne święto? – 25 lipca!

 

Ale na tym nie kończy się Boskie „mruganie” . Ku mojemu osłupieniu Najwyższy „zamrugał” także do mnie, osobiście. Kontynuujmy zatem odczyt przez pryzmat liturgicznego kalendarza:

  1. 20 lipca: Bł. Czesława, patrona Wrocławia. Oczywiste, że z całym śląskim lobby w niebie towarzyszyli mi w napisaniu Dziejów Śląska pod strzechy, czyli o cudzie nad Odrą (wyd. 1 2004, wyd. 2. 2014).
  2. 21 lipca: Msza św. ze św. Wawrzynca z Brindisi, a w niej I. czytanie z moim prymicyjnym mottem: My nie głosimy siebie samych, ale Jezusa Chrystusa jako Pana, siebie zaś uważamy za sługi Wasze (2 Kor. 4,5).
  3. 21 lipca: Coroczny diecezjalny dyżur eucharystyczny w kościele pw MB Pocieszenia w Oławie, gdzie byłem przez rok rezydentem
  4. 22 lipca: Św. Marii Magdaleny, która towarzyszyła mojemu dzieciństwu i młodości, jako patronka kościoła parafialnego w Kuźni Raciborskiej. Możliwe, że to ona – św. Magdalena – zainspirowała Wandę Półtawską do serdecznej przestrogi pod adresem dziewcząt: DZIEWCZĘTA, PAMIĘTAJCIE JAK TRUDNO JEST BYĆ KOBIETĄ!
  5. 23 lipca: Św. Brygidy, patronki Szwecji, miejsca mojego 10. letniego duszpasterzowania.
  6. 27 lipca: Coroczny, diecezjalny dyżur eucharystyczny Sióstr Benedyktynek w Wołowie. Przez pewien czas byłem ich spowiednikiem.
  7. 27 lipca 2017 r. : Moje motto prymicyjne (2 Kor. 4,5) powtórzone w tym dniu w Brewiarzu kapłańskim. 

Deo gratias !

Wrocław, 18 listopada 2017 r. 

Administrator danych osobowych informuje, że wszystkie dane osobowe na stronie internetowej Sanktuarium w Zabawie umieszczone zostały za zgodą osób, których dane dotyczą lub umieszczone są na podstawie prawa.

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.