Vinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.x

Droga Krzyżowa 18.07.2015 - rozważania

Rozważania Drogi Krzyżowej z 18.07.2015

 

Wprowadzenie do Drogi Krzyżowej:

 Jak co miesiąc stajemy na Szlaku Męczeństwa Błogosławionej Karoliny, by iść -  jak Ona – za Tobą, Chryste. By uczyć się od Ciebie miłości, „która na śmierć nie umiera” i nigdy się nie kończy. Idziemy po śladach Twojego krzyża, w który wpatrzone były Jej oczy. Idziemy po ścieżkach, „którymi kiedyś chodziła do pracy”, by uczyć się – tak, jak Ona – trudnej sztuki brania Twego krzyża każdego dnia i uświęcania siebie  i innych, przez zwykłe sprawy i zwykłą służbę, spełnianą z miłością. Prowadź nas, Panie – tak, jak Karolinę – i daj nam udział w Twoim zbawieniu. Amen 

 

Stacja I – Pan Jezus na śmierć skazany.

 Przyszedłeś, Chryste, aby ogłosić ludziom, że Bóg jest ich kochającym Ojcem. Zaświadczyłeś o tej prawdzie wobec ludzi swoimi słowami, cudami i dobrocią Serca. A oni skazali Cię na śmierć, bo mieli swoje własne plany, poglądy polityczne, receptę na szczęście – bo Ty, ze swoją Ewangelią, do tego nie pasowałeś. Piłat był tylko narzędziem w ich ręku, a do tego – słabym, przestraszonym, pragnącym władzy i wygodnego życia człowiekiem, który bał się „wychylić” i sprzeciwić złu.

 Twoja historia, Panie, ciągle się powtarza, ciągle trwa. 101 lat temu powtórzyła się w domu Błogosławionej Karoliny i w sercu rosyjskiego żołdaka, który podpisał na Nią „piłatowy wyrok”. Była „za dobra”, za bardzo podobna do Ciebie. Zło nigdy „nie odpuszcza”, nie toleruje dobra, ale próbuje je zniszczyć wszelkimi sposobami. Człowiek, owładnięty żądzą cielesną był i w tym przypadku tylko narzędziem. On wydał wyrok na Niewinną. Wyrok, którego prawdziwym autorem był szatan.

 Dzisiaj także, Panie, wędrujesz po świecie i głosisz Ewangelię miłości. Szukasz uczniów i świadków. Dzisiaj także jesteś osądzany i skazywany, a ja, Chryste, mogę być Twoim „cieniem” – jak Karolina, albo Piłatem wydającym wyrok skazujący.

Stacja II – Pan Jezus bierze Krzyż na swoje ramiona.

 Przyjąłeś z pokorą ciężki krzyż – narzędzie męki przeznaczone dla najgorszych łotrów, albo ludzi pozbawionych wszelkich praw - niewolników. A przecież, Ty, nic złego nie zrobiłeś, a do tego byłeś Królem – potomkiem Dawida i Panem Wszechświata. Miałeś prawo go odrzucić, albo przynajmniej głośno protestować. A Ty milczałeś pokornie… .

 Tu, pod tą polna gruszą, „Prosta Dziewczyna z Wał – Rudy” tyle razy mówiła o Tobie innym. Może opowiadała i o tym Twoim milczeniu? A potem – w listopadowy poranek – tak, jak Ty, cicho wzięła swój krzyż i poszła Twoim śladem. Na pewno nie było Jej łatwo… . Co wtedy czuła? Ile emocji i buntu musiała uciszyć  i pokonać w sobie? Zwyciężyła, bo pamiętała Twoje słowa: „Kto chce iść za Mną, a nie bierze swego krzyża, ten nie może być Moim uczniem.”

  A ja? Czy pamiętam, że nie ma chrześcijaństwa bez krzyża, bez wyrzeczenia i ofiary, która wiele kosztuje – nawet, gdy nie zawsze jest tak wielka i dramatyczna, jak ta z Wał – Rudzkiego Lasu? Czy nie szukam chrześcijaństwa zbyt łatwego i przyjemnego? Zapominam wtedy, że takie chrześcijaństwo nie istnieje… - jest tylko fikcją…

Stacja III – Pan Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy.

 Upadłeś, Panie, już na początku krzyżowej drogi. Nie wiemy dlaczego:  Czy ze zmęczenia i wyczerpania? Czy Cię ktoś popchnął, powalił na ziemię? Przez ten upadek zdajesz się do nas mówić: „Jeśli ktoś stoi, niech baczy, aby nie upadł...”- niech czuwa i nie daje się zaślepić pysze i pewności siebie. Bo wtedy tak łatwo o upadek. Szatan czuwa i „krąży, jak lew ryczący…”

 Ojciec Karoliny był dobrym człowiekiem: uczynnym, pracowitym, szczerze pobożnym, kochającym swoją rodzinę. Karolinę kochał szczególnie – zresztą, jak wszyscy inni w tej rodzinie i jej sąsiedztwie. Zasługiwała na taką miłość, bo sama kochała wyjątkowo – miała serce dla wszystkich, dla każdego człowieka i dla każdej istoty żywej. Ale nawet - ta wyjątkowa miłość ojcowskiego serca - nie zapewniła mu zwycięstwa w chwili śmiertelnej próby. Był tylko człowiekiem – miał ludzkie lęki: o siebie, o małe dzieci, które w domu pozostawił bez niczyjej opieki, a była wojna… Sam miał przecież tylko jedno życie, a musiał troszczyć się o tak wiele osób… . Wierzył pewnie, że córka ucieknie oprawcy: jest młoda, silna i sprytna, i… przecież zna ten las… . Nie osądzajmy go zbyt pochopnie. Nie osądzajmy nikogo!!! Nie potępiajmy innych zbyt łatwo – nawet wtedy, gdy upadli, bo ich skrzywdzimy, a w nich skrzywdzimy upadającego Chrystusa. Stańmy obok nich, albo jeszcze lepiej – na ich miejscu. Przypomnijmy sobie nasze upadki i tych, których one zraniły – zawiodły ich oczekiwania i nadzieje, czasem z bardzo błahej przyczyny. Usłyszmy dramatyczną prośbę Karoliny – wypowiedzianą w tym miejscu: „ … nie odchodź, nie zostawiaj mnie samej… .” W tej prośbie jest głos tych, których zawiodłem ja i ty – naszych bliźnich.

Stacja IV – Pan Jezus spotyka swoją Matkę.

 Spotkałeś, Chryste, swoją Matkę. Patrzyła na Ciebie z bólem. Milczące spotkanie dwóch Serc, dwóch kochających się nawzajem Osób. Miłość nie potrzebuje w takich chwilach słów, aby wypowiedzieć wszystko, całą głębię współczucia, bólu, serdecznego ciepła. Co więcej – słowa mogą przeszkadzać, spłycać miłość są wtedy takie nieporadne i nieudolne. Czasem bardzo niewiele mówią… Doświadczyć miłości bliskiej osoby w chwili cierpienia, to jakby skarb znaleźć, a doświadczyć miłości Matki w takiej chwili, to podwójny skarb.

 Tak - po ludzku – byłeś, Panie, w tej chwili szczęśliwszy od Karoliny… - przy Niej nie było Jej matki… - przynajmniej tej ziemskiej, która poszła do kościoła. Ale to tylko pozory – nasze ludzkie, płytkie, ziemskie myślenie. Karolina wiedziała, że nie jest sama w tym lesie i w tej chwili pełnej grozy. Że jest z Nią Matka, Która Nieustannie Pomaga. Ta sama, Którą zapraszała w swe życie każdego dnia i we wszystkie sprawy.  I z Którą wyszła z domu na swój ostatni szlak, kierując ku Niej niemą  prośbę: Bądź ze mną Matko Chrystusowa „… teraz i w godzinę śmierci…”.  

  Czy cenię sobie miłość matczynego serca? – matki ziemskiej i Tej, Niebieskiej? Jak to wyrażam w codziennym życiu?

 

Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Panu Jezusowi.

 Stare przysłowie mówi, że: „Przymuszony pacierz do nieba nie idzie…”, a Ty, Panie, przyjąłeś przymuszoną pomoc Szymona, który wracał z pola i znalazł się „przypadkowo” na Twojej drodze na Golgotę. Czy przypadkowo? Przecież to spotkanie zmieniło życie jego i jego bliskich. Nic już później nie było takie same… Zagościłeś na dobre w jego domu, w jego sercu i w jego rodzinie. Mówi o tym Pismo Święte.

  Czasami „psioczymy” przy tej stacji na sąsiadów Karoliny – młodych chłopców, którzy Jej nie pomogli, nawet nie krzyknęli, by spłoszyć żołnierza… . Wytykamy im strach, obojętność, brak wrażliwości… Pozostawili Ją samą, a oni zajęli się swoimi sprawami. Przecież pilnowali ukrytych w lesie koni… . Czy mogli pomóc?  Tak naprawdę - nie wiemy! Bo, co mogli uczynić dwaj bezbronni młodzieńcy wobec uzbrojonego żołnierza, gotowego na wszystko? Więc, po co tam byli w tym miejscu  i w tym czasie? Może po to, by być świadkami Jej walki, heroicznej odwagi i determinacji w obronie dziewczęcej godności i wierności Chrystusowi? To zadanie spełnili – dali „świadectwo prawdzie”, choć – jak Szymon – byli tam „przypadkowo”.

  Ty, Panie, często czynisz nas takimi „przypadkowymi” pomocnikami dla siebie nawzajem… i chcesz, byśmy spełniali – jak „słudzy nieużyteczni” dobro, do którego przymusza nas życie… i które Ty, Panie, zaplanowałeś.

Stacja VI – Święta Weronika ociera twarz Pana Jezusa.

 Weronika miała odwagę „być sobą”, kierować się wrażliwością i sumieniem.  Nie wiemy, czy była jedną z kobiet, które często słuchały Twoich słów.  Może Cię, Panie, kiedyś spotkała, a może było to pierwsze Wasze spotkanie:  Ty – z krzyżem, a ona - z chusta w rękach. Ta chusta pokazała Tobie i nam,  że człowiekiem można być zawsze i wszędzie – w każdym miejscu, w każdym czasie  i w każdym środowisku - nawet wśród łotrów i oprawców. Zawsze można uchronić  i ocalić wrażliwość swojego serca i swoją godność – ocalić człowieka w sobie. Ocalić wiarę w człowieka i jego piękno w sercach innych ludzi zagrożonych zwątpieniem.

  Weronikę i Karolinę tak wiele łączy. Odwaga „bycia sobą”, bezkompromisowość  i stanowczość w walce ze złem, umiejętność czynienia dobra – nawet wtedy, gdy inni tego nie robią, albo wręcz je ośmieszają … i – wreszcie – chusta, symbol kobiecej skromności, troski o godność i wrażliwości. Obydwie w swoim życiu spotkały Chrystusa, Który „nas umiłował…, aż do śmierci krzyżowej” i obydwie nosiły Jego Obraz – w sercu i …widoczny na zewnątrz – w ich życiu.

 Czy mam odwagę być dobrym, to znaczy: być człowiekiem stworzonym na obraz Boga, Który „jest Miłością”? Czy jestem może tylko Jego nieudolną karykaturą, w której nikt nie rozpoznaje Chrystusa?

Stacja VII – Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi.

Znowu upadłeś, Chryste, na bruk pokryty gruba warstwą pyłu, który przylgnął do Twojej Boskiej Twarzy - do Twarzy posiniaczonej, poranionej, skrwawionej i oplutej - zamazując Jej piękno… . Nie bałeś się, że ci, którzy poszli za Tobą, nie rozpoznają  w tym Obliczu, swojego „Boga i Pana”.

  Błogosławiona z Wał – Rudy, jak Ty, Chryste, nie bała się bagien i błota, które oblepiało Jej dziewczęce stopy i brudziło ciało. Bała się tylko grzechu i utraty dziewczęcej godności, której symbolem i siedliskiem jest czyste serce, wypełnione miłością do Ciebie, Panie. Dla tej godności była gotowa poświęcić wiele: piękne stroje, naturalne pragnienie podobania się innym, wesołe towarzystwo rówieśników…, nawet rzeczy i sprawy dobre same w sobie, ale odrywające od miłości do Chrystusa i od ciągłej łączności z Nim.

 Błogosławiona Karolino, na leśnych bagnach chroniąca czystość swego dziewczęcego serca i ciała, naucz nas prawdziwej troski o sprawy najważniejsze i o godność człowieka.

Stacja VIII – Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty.

  „Nie płaczcie nade mną, ale nad sobą i nad synami waszymi…” – powiedziałeś, Panie, do zapłakanych niewiast, spotkanych na drodze Twojej męki. Ty widziałeś sens swoich upadków, powstawania z nich, walki ze słabością umęczonego Ciała, znoszenia, kpin i prześladowań ze strony Żydowskiej Starszyzny, rzymskich żołnierzy, czy przygodnych gapiów. Ceniłeś i szanowałeś także ludzkie łzy, które obmywały serce z brudu grzechów nieczystych, świadczyły o żalu po stracie dziecka, przyjaciela.  Sam płakałeś nad Jerozolimą i przy grobie Łazarza z Betanii. A teraz nie chcesz użalania się nad Tobą i łez, które niczego nie zmieniają w naszym życiu, nie budzą prawdziwej wrażliwości i miłości – nie obmywają nas z naszych grzechów i nie zmieniają innych na lepsze.

  Nie wiemy, czy Karolina choć raz płakała przy kratkach konfesjonału.  Jej współcześni twierdzili, że nie miała takiej potrzeby – prowadziła święte życie. Niektórzy wątpili, czy popełniła kiedykolwiek choćby grzech lekki … . Wiemy, że raniły Ją grzechy innych. Że potrafiła upominać z miłością i szczerze. Potrafiła stanowczo sprzeciwiać się krzywdzie i mówić prawdę, nawet gdy była trudna dla Niej samej, czy dla innych. Delikatna i wrażliwa – nazywała rzeczy i sprawy po imieniu. Nie znosiła obłudy i fałszu. Nie bała się zranić ludzkiej pychy, jeśli mogła kogoś przybliżyć do Boga.

  A my: Czy potrafimy płakać nad sobą i nad grzechami innych?  I czy duchowego lenistwa, wygodnictwa i pobłażliwości dla zła, nie nazywamy tolerancją i szacunkiem dla człowieka i jego godności, i wolności?  To grzech - zniewala, a prawda o grzechu - wyzwala nas z kajdan zła.

Stacja IX – Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci.

 Twój ostatni upadek, Chryste, był najcięższy. Z trudem podniosłeś się z ziemi i poniosłeś dalej swój krzyż. Aż do końca. Aż na szczyt Golgoty. Aż po całkowitą Ofiarę z samego siebie za nasze zbawienie. Taka jest ekonomia Bożej Miłości i Bożego Miłosierdzia. Niewinny musi zapłaci najwyższą cenę za winnego, aby obudzić jego sumienie i przemienić, lub przynajmniej zawstydzić swoją niewinnością.

  Na leśnych bagnach - po lewej stronie szlaku Drogi Krzyżowej – Karolina także zmagała się ze swą cielesną słabością: resztkami sił uciekała przed oprawcą, broniła swej dziewczęcej godności i… zawstydzała i zawstydza swą świętością i czystością serca tych, którzy nie walczą z pokusą i grzechem, choć mogliby z nich powstać. Zawstydza mnie i ciebie – ilekroć upadamy i nie podnosimy się z Chrystusem z naszych upadków. Pokazuje wtedy na konfesjonał i tabernakulum – źródła naszej siły i czystości serc. Mocy, która może nas podnieść z każdego upadku.

 Święty Jan Paweł II wołał kiedyś w Tarnowie: „Czyż święci są po to, ażeby zawstydzać? Tak. Mogą być i po to. Czasem konieczny jest taki zbawczy wstyd, ażeby zobaczyć człowieka w całej prawdzie.” Czy wstydzę się swoich grzechów i upadków i czy z nich powstaję z Chrystusem?

Stacja X – Pan Jezus zostaje odarty z szat.

 Człowiek potrafi być bezgranicznie okrutny. Potrafi nie tylko ranić ciało, ale także – duszę i serce. Potrafi odzierać z godności, jak Ciebie, Panie, odarł z szat na Golgocie. Nagi i poraniony przez ludzką złość i okrucieństwo stoisz, Chryste, przed tłumem rządnym sensacji i przypominasz nam o godności i pięknie człowieka. Pięknie jego ciała i ducha. Jesteś wyrzutem sumienia dla ludzi wszystkich wieków i pokoleń, którzy zapominają o tym, kim jest człowiek i po co go stworzył Bóg. Twoje poranione i znieważone Ciało jeszcze bardziej ukazuje źródło prawdziwego piękna w człowieku – duszę i serce zjednoczone z Bogiem i przeniknięte Jego blaskiem i Jego obecnością.

  Błogosławiona Karolina nie była top – modelką. Przeciętna, zwyczajna uroda nie zwracała na siebie specjalnej uwagi. Nie przysłaniała też piękna, które promieniowało  z Jej serca i szlachetnych, pełnych miłości i dobroci: słów, czynów i postaw. Budziła tym duchowym pięknem szacunek i podziw, który wyrażały słowa: „Prawdziwy anioł” i „pierwsza dusza do nieba”. Podobała się Bogu i dlatego podobała się także ludziom. Tego „obrazu Boga w sobie” ustrzegła nawet wtedy, gdy trzeba było oddać młode życie.

 O jakie piękno dbam bardziej: cielesne czy duchowe? Ile czasu spędzam przed lustrem i w łazience, a ile poświęcam na troskę o piękno mojej duszy i mojej przyjaźni  z Bogiem?

Stacja XI – Pan Jezus zostaje przybity do krzyża.

 Na szczycie Golgoty dokonało się nasze zbawienie. Tyle razy powtarzamy te słowa, jak wytarty - niewiele znaczący - slogan. Przyzwyczailiśmy się do nich, tak, jak do faktu Twojego ukrzyżowania. Nawet patrząc na Twój krzyż, nie widzimy i nie czujemy Twojego cierpienia. Dopiero, gdy doświadczamy go sami, potrafimy choć trochę zrozumieć Ciebie, Chryste. Zrozumieć ogrom Twego bólu, przeszywającego przebijane ręce i nogi. Zrozumieć Twą fizyczną bezradność i samotność. Zrozumieć i poczuć,  jak bardzo nas kochasz, skoro wybrałeś tak straszną śmierć za nasze grzech. To miłość do grzeszników trzymała Cię na krzyżu. Trzymała mocniej niż żelazne gwoździe, przeszywające nadgarstki i stopy.

 Tej samotności, bezradności i niewyobrażalnego cierpienia nie oszczędziłeś, Panie, swej Uczennicy z Wał – Rudy, Błogosławionej Karolinie. Jej krzyżem był bagienny las, a gwoździami - rozrywającymi Jej młode i pełne życia ciało - były ciosy żołnierskiej szabli. Mogła ocalić swe życie, godząc się na poniżenie i gwałt zadany Jej ciału i czystej duszy. Wybrała walkę do końca i samotne konanie. Wybrała fizyczną bezradność,  ale wewnętrzną wolność, połączoną z pokojem serca wolnego od zła i grzechu.  Na Twoją zbawczą miłość, odpowiedziała swoją czystą, gorącą miłością do Ciebie, ofiarując Ci dar największy – swoje młode życie.

 A ja, co potrafię Ci ofiarować?

Stacja XII – Pan Jezus umiera na krzyżu.

 Kiedy umierałeś na krzyżu Golgoty: „… zatrzęsła się ziemia, słońce się zaćmiło,  a zasłona Przybytku rozdarła się przez środek…”. Rzymski setnik uznał, że prawdziwie byłeś Synem Bożym. Starszyzna Żydowska i tłumy gapiów z lękiem  i bojaźnią powróciły do domów. A Twoja Matka, Maria Magdalena i uczeń Jan, pełni bólu, trwali nadal u stóp krzyża. Ich ziemski świat legł w gruzach. Tu na ziemi nic już nie było takie samo, jak wcześniej. Tylko Ty, Chryste, byłeś cichy i jakby obojętny na to wszystko. Wykonałeś do końca swe zadanie, zbawiłeś świat i wróciłeś do swego Ojca, Który Cię przyjął w ramiona pełne miłości.

 18 listopada 1914 roku w domu Kózków i w Wał – Rudzie było podobnie. Ten, który uprowadził i zabił - zniknął bez śladu. Rodzicom, najbliższym, przyjaciołom i sąsiadom – pozostał żal i niepewność. Ciało Karoliny spoczywało cicho w jesiennym lesie, na posłaniu z usychających leśnych ziół, a Jej czystą duszę Aniołowie zanieśli do nieba. Tylko jesienna, leśna przyroda - jakby zamarła w bezruchu. Jakby się dziwiła temu, co się stało. Jakby sama nie mogła uwierzyć, że może być miłość tak potężna i nienawiść tak ślepa. Jesienny las, zdumiony tą czystą miłością i ofiarą Karoliny, przez długie dwa tygodnie nie chciał oddać swego Skarbu – Jej Dziewiczego Ciała – i ukrywał Go w swoim gąszczu.

 A ja, czy czasem myślę, co po mnie zostanie? Bogate konto, czy miłość w sercach ludzi?

Stacja XIII – Pan Jezus zdjęty z krzyża i złożony na kolanach Matki Bolesnej.

 Twoja śmierć, Panie, wypełniła wielkim bólem Matczyne Serce. Wiedziała, że tak musi być, że taka jest wola Ojca i ekonomia Bożej Miłości. Grzech domagał się odpłaty, która usunie przepaść między człowiekiem, a jego Stwórcą, Którego człowiek znieważył przez swe nieposłuszeństwo i brak miłości. Niewinny musiał ofiarować się za winnych, aby przywrócić im niewinność. Syn Boży musiał umrzeć za grzeszników, aby mogli stać się na nowo Dziećmi Boga. Wiedziała o tym, a mimo to cierpiało Jej Matczyne Serce – „miecz boleści”, zapowiedziany przez starca Symeona, przenikał Je do głębi. Twoja Matka, Panie, potrafiła ten ból przemienić w miłość i ofiarować ją Bogu za nas i dla nas. Potrafiła w tej chwili zobaczyć tych wszystkich zagubionych i poranionych przez grzech, dla których Twoja Ofiara była konieczna. Taka jest Matka – Twoja i nasza, bo dałeś nam Ją na Golgocie.

  Maria Kózkowa z Borzęckich też była matką o dobrym, wrażliwym sercu – oddanym Bogu i ludziom. W dniu uprowadzenia i męczeństwa Karoliny zemdlała na wieść o Jej nieznanym losie, którego wtedy mogło się tylko domyślać matczyne serce. Dwa tygodnie później – jak Maryja pod krzyżem – stała się Pietą, matką pełną bólu z martwym ciałem ukochanego Dziecka w ramionach. I – jak Maryja – potrafiła ten ból oddać Bogu. Nie straciła wiary, nie przeklęła swego losu, ale - razem z Maryją - stała się podporą dla tych wszystkich rodziców, którzy przeżywają swój ból po stracie dziecka. Przy jej boku – jak na Golgocie – stał również Jan, zakochany w Chrystusie, cichy i dobry, który z głębi swego ojcowskiego, zbolałego serca powtarzał z wiarą: „Bóg tak chciał…”.

  Czy stać mnie na taką wiarę w chwilach cierpienia? Czy widzę w nim sens i znak Bożej Miłości, która wie lepiej, że tak trzeba, tak musi być?

Stacja XIV – Pan Jezus złożony do grobu.

  Garstka przyjaciół, wraz z Twoją Matką, złożyła Twe Ciało do grobu, który wkrótce zajaśniał blaskiem Twego zwycięstwa nad śmiercią – blaskiem Twego Zmartwychwstania. Ty pokazałeś, że Miłości nie można zabić, że „Miłość na śmierć nie umiera”.

  Grób Karoliny na wiejskim cmentarzu jest także znakiem tego zwycięstwa. Jest pusty, jak Twój w Jerozolimie i jest miejscem, przy którym szukamy sił do naszej przemiany i naszej „wierności Bogu, ludziom i sobie”. Uczymy się przy nim na nowo odkrywać sens rzeczy i spraw najprostszych: miłości do Boga i ludzi, przyjaźni, odpowiedzialności, wrażliwości na innych i ofiarności. Uczymy się trudnej sztuki „bycia człowiekiem” i „zwyciężania siebie” z Chrystusem. Błogosławiona „Gwiazdo Ludu”, prowadź nas prostą drogą do Boga, Który jest Miłością i wspieraj nasze tęsknoty i wysiłki.

 

Modlitwa za przyczyną bł. Karoliny:
 Najłaskawszy Boże, który sprawiłeś,
że młoda dziewczyna poświęciła swoją
czystość wyłącznie Tobie przez ofiarę
ze swojego życia ginąc z rąk nieprzyjaciela,
spraw, prosimy, abyśmy
za Jej wstawiennictwem umieli
podejmować codziennie walkę z pokusami,
Wzbudź w nas mocne postanowienie
życia czystego i szlachetnego.
Spraw łaskawie, byśmy umieli rozpoznać
swoje powołanie i naśladować
cnoty błogosławionej Karoliny
a spełniając Twoją wolę oczyszczali
swoje intencje i przez zachowanie
czystości ciała i duszy służyli
Tobie z radością.
Niech Twoja łaska broni nas od wszelkich
napaści nieprzyjaciół Kościoła.
Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
  Ojcze nasz... Zdrowaś... Chwała Ojcu...

Modlitwa o kanonizację bł. Karoliny  Boże Wszechmogący, który tajemnice Królestwa objawiasz pokor­nym i ubogim,  Ty prowadziłeś Błogosławioną Karolinę do świętości drogą wytrwałej modlitwy, sumiennego spełniania codziennych obowiązków, za­angażowania w parafialne apostolstwo i wierności Twojej nauce aż do śmierci.  Dopomóż mi trwać – jak Ona – na modlitwie, uczynić pracę służbą Tobie i bliźnim, oraz gorliwie podejmować apostolskie dzieła we wspólno­cie Kościoła.  Wzmocnij mnie, Panie, Twą łaską, abym w obliczu przeciw­ności – za przykładem Błogosławionej Karoliny – swoją postawą chrze­ścijańską, a kiedy trzeba będzie nawet ofiarą życia, świadczył, że tylko Ty jesteś prawdziwym Życiem i najwyższym Dobrem.  Proszę Cię, Boże Wszechmogący, aby Błogosławiona Karolina mo­gła zostać ukazana  w chwale świętych Kościoła. Oby za Jej przykła­dem i wstawiennictwem młodzi ludzie XXI wieku odważnie szli drogą ewangelicznych błogosławieństw, stając się światłem świata i solą zie­mi, a wszyscy zagubieni i poszukujący Prawdy odnajdowali drogę do Ciebie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

 

 

 

 

 

 

Administrator danych osobowych informuje, że wszystkie dane osobowe na stronie internetowej Sanktuarium w Zabawie umieszczone zostały za zgodą osób, których dane dotyczą lub umieszczone są na podstawie prawa.

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.