Przejdź do treści

Rozważania drogi krzyżowej 18.01.2026 r. autorstwa ks. prof. dr hab. Antoniego Żurka

„Kto chce iść za Mną niech weźmie krzyż swój” (Mt 16,24).

Wziąć krzyż to pogodzić się z wolą Bożą, objawiającą się w wydarzeniach niezamierzonych przez człowieka, okolicznościach życia nie pochodzących z własnego wyboru.

Droga krzyżowa, może być długa i trwać latami. A może być tak krótka, jak ta w Jerozolimie i zamykać się w kilku godzinach oraz ograniczać się tylko do kilkuset metrów, choć może streszczać w sobie całą tajemnicę życia Chrystusa i każdego z Jego wyznawców. Taką właśnie była droga bł. Karoliny, którą przeszła ze swego rodzinnego domu w ów poranek 18 listopada 1914 roku. 

I. „Pójdziesz na krzyż” – usłyszał Syn Boży, który przyszedł na świat by spełnić wolę Ojca. W wyroku Piłata widział drogę przewidzianą dla siebie przez Ojca. „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Ale nie moja, ale Twoja wola niech się stanie” (Łk 22,42).

Bł. Karolina nie szukała kontaktu z żołnierzem-maruderem. Co więcej. Spełniając polecenie matki zrobiła wszystko by się nie narazić na niebezpieczeństwo. A jednak stało się.

Na każdego z nas przychodzi chwila krzyża. Czasem będzie to tylko jedna sytuacja życiowa, kiedy indziej początek długiej drogi. Może to być nagły wypadek, albo równie dobrze powoli narastająca trudność: nieszczęśliwy wypadek, nagła choroba, narastające trudności w małżeństwie i rodzinie. Zabezpieczyć się przed nimi nie sposób, ale przygotować się na taką sytuację można. Ufne zdanie się na wolę Bożą i Jego opiekę. To jednak wymaga żywej wiary i kontaktu z Bogiem na co dzień.

Wszyscy świadkowie potwierdzali, że tak właśnie było w życiu Karoliny.

II. „Wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować ” (Mk 15,20).

To żołnierze obarczyli Go krzyżem, a On przyjął i „stał się posłuszny aż do śmierci” (Fil 2,8), co więcej „zamiast radości wolał przyjąć krzyż, nie bojąc się jego hańby” (Hbr 12,2). W krzyżu, w tym drzewie cierpienia i hańby, widział narzędzie zbawienia. Nie dla siebie, ale dla swoich braci, czyli dla każdego z nas. Widział sens, choć dla innych to była śmierć i ofiara bezsensowna. Dlatego wołali: Zejdź z krzyża. Kiedy to zapowiadał uczniom Piotr kwestionował: „Mistrzu to nie przyjdzie na Ciebie”. Usłyszał druzgocące słowa: „Zejdź mi z drogi szatanie”.

Bł. Karolinę zapewne tak po ludzku zapewne ogarnął lęk, zawłaszcza gdy na skraju lasu pozostała sam na sam z żołdakiem. Choć jeszcze nie zdawała sobie sprawy z tego, co ją czeka. Pewnie po ludzku rozpaczliwie szukała sposobu na ocalenie życia i własnej godności. Jednego była pewna: nawet za cenę życia nie mogła spełnić woli prześladowcy. Nawet za cenę własnego życia  jak mówimy w modlitwie o jej kanonizację – była gotowa świadczyć o wierze i o tym co o niej stanowi.

Łatwo jest się wierzącym w chwilach pomyślności, ale gdy staje się przed wyborem: osobista korzyść czy wygoda albo wierność przykazaniu.   

III. „Wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy” (Mt26,31) przepowiadał

Chrystus swoim uczniom. Zostawicie Mnie i rozproszycie się. Każdy z was pójdzie w swoją stronę, albo w najlepszym razie bezradny stanie z boku. Ta samotność, zdrada bliskich, potęguje ciężar krzyża. Jeszcze bardziej zdrada, jak w przypadku Judasza.  Z krzyżem choroby, z bólem zranionego serca, z konsekwencjami życiowych wyborów – każdy zostaje sam. Tylko z Ojcem, u którego może szukać pomocy.  

Bł. Karolina została sama i pewnie zdała sobie sprawę, że z ludzi nikt jej nie pomoże. Wieś, bliscy, zostali z tyłu. Ciemny jesienny las, mocno trzymający żołdak. Można liczyć tylko na pomoc Bożą, Jemu można się powierzać szepcąc znane sobie modlitwy. U Niego można szukać światła, by zrozumieć swoją sytuację.

Każdy z nas ma swój indywidualny krzyż, z którym musi się zmierzyć. Nikt go za mnie nie weźmie, bo nawet nikt z bliskich nie jest w staniu go zrozumieć. Nawet wtedy, gdy jest tak podobny do tego, który niesie ktoś obok. Tylko Chrystus może pomóc nieść, o ile zrozumiem, że z Nim go niosę i szukam Jego pomocy.

Krzyż ma też inny wymiar. Można samemu stawać się krzyżem dla innych. Egoizm, szukanie własnej korzyści czy też wygody, może w praktyce być krzyżem dla bliższych i dalszych ludzi, których spotykam na drodze życiowej.

IV. „Twoją duszę przeniknie miecz” (Łk 2,35) przestrzegł starzec Symeon Maryję.

Jak sugerują ewangeliści Matka Chrystusa szła w gronie kobiet, które towarzyszyły skazańcowi. Jej matczyne serce musiało krwawić, ale była bezradna wobec tej sytuacji. Choć jej macierzyńska miłość nie miała granic, w tej sytuacji ani pomóc nie mogła, ani zrozumieć nie była w stanie. Jednak taka bliskość i taka miłość jest wsparciem w każdej sytuacji życiowej. Przede wszystkim jednak pozostaje wiara i zaufanie: niech się spełnia wola Boga.

Bł. Karolina mogła być lubiana i kochana przez bliskich, ale ta miłość w tej chwili już była bezradna. Miłość, nawet szczera i bezgraniczna, kogoś bliskiego może być pomocą w niesieniu krzyża, ale w obliczu największej próby kogoś bliskiego stajemy bezradni. Pozostaje tylko nasz Ojciec niebieski. Ufny w Jego bliskość mogą iść niezachwianie. Za psalmistą możemy powtarzać: „Choćbym chodził ciemną doliną zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze Mną” (Ps 22,4).  By tak jednak się stało, to muszę wcześniej tę bliskość odczuwać, o niej pamiętać.

Wszystkie świadectwa były zgodne: Karolina na co dzień żyła w obecności Bożej, tę obecność odczuwała, o niej przekonywała innych. Z taką jednak jak ta próbą tej wiary nigdy wcześniej się nie zetknęła. Można przecież domniemywać, że jednak była na coś takiego przygotowana. Za tym przemawiają świadectwa jej bliskich, jej proboszcza, dla którego była „prawą ręką”. Do tej chwili można rzec przygotowywała się latami. To nie miłość bliskich była ratunkiem, ale miłość do Chrystusa, do Boga. Ona dawała siłę i była ratunkiem.

V. „Przymusili niejakiego Szymona z Cyreny […], który właśnie przechodził, żeby niósł Jego krzyż” (Mk 15,21).

W drogę krzyżową drugiego człowieka można samemu się zaangażować, a można zostać wplątanym w sposób zupełnie przypadkowy i niezależny od własnej woli. Tak wynika z życiowych sytuacji.. Istotna rzeczą jest jak  się w tej sytuacji zachowamy i jak to wpłynie na dalsze życie. Szymon z przypadkowego pomocnika stał się apostołem: do Chrystusa przyprowadził swój dom, żonę i synów (por. Rz 16,13).

Miłość bliźniego z kolei wymaga, by być gotowym pomagać w niesieniu krzyża innym. „jedni drugim brzemiona noście” (Ga 6,2) – zachęca apostoł Paweł. To jest wypełnienie przykazania miłości bliźniego. Czasem to nieznaczne obciążenie, ale bywa, że wymaga heroizmu, poświęcenia: wieloletnia opieka nad chorym, upośledzonym, czy nawet niezaradnym życiowo. Pomoc w rodzinie, sąsiedztwie, a szerzej we wspólnocie narodowej. To nie tylko zachęta: to obowiązek każdego, kto chce być uczniem Chrystusa.  Skoro mamy dźwigać krzyż z innymi, to cóż dopiero powiedzieć o obowiązku, by nie stawać się krzyżem dla innych. 

O bł. Karolinie mówiono, że była chętna do pomocy, bezinteresownie świadczyła dobro na miarę swych sił i możliwości. Tak zapisała się w pamięci bliskich, sąsiadów, znajomych. Miłość bliźniego świadczyła bez przymusu.       

VI. „Szukam o Panie Twego oblicza […] Oblicza swego nie kryj przede mną” (Ps 27,8-9).

Według chrześcijańskiej tradycji, do Chrystusa dźwigającego krzyż podeszła powodowana odruchem miłości kobieta i otarła chustą zbroczoną Jego twarz. Na chuście Weroniki odbiła się twarz cierpiącego Chrystusa. To nagroda za bezsilną wobec przemocy miłość, a jednocześnie znak wrażliwości Boga, który dostrzega każdy gest miłości. Twarz Chrystusa na chuście to pamiątka i świadectwo miłości, wprawdzie bezsilnej ale chętnej do pomocy. Drogocenna relikwia.

W chwili chrztu każdy staje się dzieckiem Bożym, mówimy, że nosi w sobie wizerunek Chrystusa. Oby każdy chrześcijanin, przez świadectwo swego życia stawał się obrazem Boga, którego dzieckiem stał się w chwili chrztu i w którego wierzy. 

W zaciśniętej ręce bł. Karoliny była chusta, która urosła do jej znaku rozpoznawczego. Zwykłe i pospolite nakrycie głowy, tak charakterystyczne dla środowiska, z którego pochodziła bł. Karolina.  W sposób naturalny symbolizuje jej pochodzenie, jej wiejski i ludowy rodowód. Jednocześnie jest znakiem wartości, za które poniosła śmierć. Zginęła bo broniła obrazu Chrystusa wyrytego na jej sercu, nie pozwoliła go sobie wydrzeć. „Jej ukochaniem Jezus Chrystus – W godzinie próby śmierć wybiera, by nie zdradzić tej miłości”

VII. „Wielu patrzyło na Niego ze zgrozą – tak zniekształcony, niepodobny do człowieka był jego wygląd – wzgardzony i odtrącony przez ludzi – On dźwigał nasze choroby i wziął na siebie nasze cierpienie” (Iż 52,14 ; 53,3.4).

Poczucie bezsilności, po ludzku mówimy brak sił, zwątpienie. Są takie chwile gdy krzyż zdaje się być zbyt ciężki, próba jego dźwigania skazana na niepowodzenie. Można zwątpić patrząc na Tego, który przyszedł aby nas zbawić, a jak mówili prześmiewcy: „sam siebie zbawić nie może”. Pozorna bezsilność Boga, który mógłby przecież prosić Ojca „a zaraz wystawiłby Mu więcej niż dwanaście hufców aniołów” (Mt 26,53). Ale nie prosił, bo taka jest logika miłości, której nie zawsze rozumiemy. I dlatego tyle wśród nas nieszczęść, załamań. Ileż w naszym społeczeństwie osób, które straciły wiarę w sens swojego krzyża: niezależnie od jaki by on nie był. Rośnie liczba ludzi podejmujących dramatyczne decyzje. Efektem są samobójstwa, zabójstwa, samobójstwa rozszerzone. Rozpacz, bo nie widzi się sensu cierpienia; wierności aż do końca pewnym wartościom.

Błogosławiona Karolino. Proś za nami, by nie brakło nam światła i sił na ciemne dni naszego życia. 

VIII. „Nie płaczcie nade mną” (Łk 23,28).

Płacz może być świadectwem bezsilnego współczucia, ale też litości, pożałowania. Z takim może spotkać się każdy z nas dźwigający swój krzyż. Również nam zdarza się obłudnie współczuć, zamiast próbować pomóc.

Ale jest jeszcze gorszy rodzaj płaczu. Użalać się nad innymi, potępiając ich nieszczęścia, a nie dostrzegać własnych, godnych politowania czy nawet potępienia – uczynków, zachowań.

W naszych mediach, z ust różnych „influencerów” i osób uważających się za światłe, słyszymy wyrazy ubolewania nad sytuacja Kościoła, nad jego mniejszym oddziaływaniem, czy też błędami i grzechami jego członków. Formułuje się zbawienne zdawać by się mogło rady. To także udziela się ludziom Kościoła widzącym przyczyny zła w innych. Przypomnijmy sobie słowa umęczonego Jezusa: „płaczcie nad sobą”.

Wielu biadoliło nad nieszczęściem Karoliny, współczuło jej, ale czy dostrzegli wielkość jej miłości i wierności Bogu, który były wezwaniem do naśladowania? Szukamy pomocy dziś już Błogosławionej, ale czy stać nas na to by widzieć w niej wezwanie do wierności Bogu, do ofiary, do heroicznej miłości?  

IX. „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą” (Mt 10,26) – upominał Chrystus wcześniej swoich uczniów.

Życie stanowi wartość, której człowiek jest w stanie bronić do ostatka. Można powiedzieć, jest to rzecz naturalna. Tylko desperat nie ma tej potrzeby. Dziś wartość życia jest zakwestionowana. Mówi się o szerzącej się cywilizacji śmierci. Przestał się cenić dar życia przez co dochodzi do łatwych zabójstw, samobójstw. Pojawili się nawet lekarze, których zadaniem zawsze było troszczyć się o życie i nawet o nie walczyć, a dziś w świetle prawa zabijają – jak jest w przypadku życia nienarodzonych, albo pomagają w samobójstwie – jak to jest w przypadku eutanazji. Jednocześnie jednak życie nie jest najwyższą wartością, bo są wartości i sytuacje, w których nawet życie trzeba poświęcić, bo przecież chodzi nieśmiertelną duszę.

Karolina w naturalnym odruchu próbowała ratować życie. Miała jeszcze nadzieję, że zdoła wyrwać się z ręki żołdaka. Rozegrała się dramatyczna scena. Dziewczyna próbuje się wyrwać z rąk oprawcy.

Zna teren, próbuje ucieczki, ale zdołała zrobić tylko kilkadziesiąt kroków. Może wtedy otrzymała śmiertelne rany, a może śmiertelnie ranna biegła przez krzaki. Nigdy już nie poznamy tych ostatnich chwil. Jedno jest pewne. Wyczerpana upadła i już się nie podniosła. Umierała w zaroślach, na podmokłej ziemi. Agonia być może trwała około dwóch godzin, jak wnioskują specjaliści. Jest to już jednak sprawa drugorzędna. Ważniejsza jest ta, że nie bała się tego, który śmiertelnie zranił jej ciało. Jego ręka nie zagroziła życiu nieśmiertelnej duszy. Ta z ziemskiego padołu weszła tam, gdzie nie ma już śmierci, a jest wieczna radość.

X. „Dzielą między siebie moje ubranie” (Ps 22,19). „Rzucili losy o Jego ubranie i podzielili się nim” (Łk 23,34).

Obnażyli Chrystusa- Skazańca. Obdarli Go z godności, poniżyli przed pospólstwem. Odebrali mu ostatnią własność – szaty osobiste. Za cierpiącym Hiobem mógł powiedzieć: „Nagi przyszedłem na świat i nagi z niego odchodzę” (Hb 1,21). Przecież nie złamali Jego ducha. Obnażony, pozbawiony własności – zachował swoją godność.

Krzyż był znakiem hańby, przeznaczonym dla największych zbrodniarzy. Miał przerażać i odstraszać. Skazaniec był pozbawiony wszelkich praw. W ten sposób Chrystus wchodził do swojej chwały. Za kilkadziesiąt godzin objawi swoim prześladowcom i światu swoją potęgę. Kto Mu zawierzy wejdzie do Jego chwały, choć droga nie zawsze jest aż tak wymagająca.   

Dla oprawcy bł. Karoliny ani jej poranione ciało, ani zgrzebna odzież nie miały już znaczenia. Nie zdołał ich ani zhańbić, ani wykorzystać. Słaba fizycznie dziewczyna odniosła zwycięstwo nad brutalną siła, choć za cenę

młodego życia. Cóż to jednak znaczy wobec wieczności?

XI.  „Gdy zostanę nad ziemię wywyższony, wszystkich pociągnę ku sobie” (J 12,32)

W sensie dosłownym było to niewielkie wywyższenie, bo krzyże rzymskich skazańców to niewysokie pale. Chrystus zawisł na krzyżu ledwie co podniesiony ponad otaczający Go tłum. Nie było to żadne uhonorowanie, bo przecież to była haniebna śmierć. Więc o jakim wywyższeniu można mówić? A przecież, ten krzyż przyciągnął do siebie nie tylko wzrok zgromadzonych na Golgocie ludzi. Za nim poszedł świat, bo wbrew pozorom ten krzyż ma wymiar kosmiczny. Wznosi się nie tylko ponad Golgotę, czy nawet planetę Ziemię. On przecina wszechświat, bo na nim zawisł Stwórca świata, odrzucony przez swoje rozumne stworzenie.  

Karolina była znana swoim najbliższy. Śmierć uczyniła ją szeroko znaną i bliską wielu ludziom. Życzliwa dla bliskich za życia, po śmierci krąg tych, którym na różne sposoby może pomóc wzrósł stała się niepomiernie. Pociechy, pomocy, światła – szukają u niej ludzie na całej Ziemi.

XII. „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił” (Mt 27,46).

Słowa rozpoczynające jeden z psalmów (Ps 22,1), którego słowami – jak się wydaje –  modlił się umierający Chrystus. Słowa bólu i skargi, właściwej dla człowieka pogrążonego w cierpieniu, opuszczonego i bezradnego. Ale jednocześnie ten psalm jest pełen ufności. Słyszymy tam słowa: „Panie, nie stój z daleka. Pomocy moja spiesz mi na ratunek” (Ps 22,29).  Modlitwę zakończyły słowa:

 „Ojcze w ręce Twoje powierzam ducha mego” (Ps 31,6). To były jedne z ostatnich słów konającego Chrystusa. Na krzyżu Chrystus modlił się. W modlitwie sam powierzał się Ojcu i z Nim pozostawał w zażyłości, i modlił się za tych, którzy „nie wiedzieli co, czynią” (Łk 23,34). 

Tak wyglądała ta jedyna w swoim rodzaju śmierć, z którą nie można porównać żadnej innej. Pozostaje nam prosić, byśmy w ostatniej chwili życia  byli w stanie z taką ufnością powierzać się naszemu Ojcu. 

XIII. „Wykonało się’ (J 19,30).

Życie każdego z nas ma swój sens i mieści się w Bożym planie zbawienia. Kiedy człowiek pozwoli się Bogu prowadzić, osiąga pełnię życia, dochodzi do wielkości, chociaż w doczesnej perspektywie nie zawsze tak się ludziom jawi. Nie zawsze umiemy ten Boży zamysł w pełni zrozumieć, a czasem nie stać nas na to by, się z nim pogodzić.

Chrystus przyszedł na świat, by wypełnić dokonać zbawienia: zapowiadanego przez proroków. Po ludzku życie mało udane. Trwało krótko, nie opływało w sukcesy ani w spektakularne wydarzenia, a zakończyło się tragicznie.

Śmierć bł. Karoliny, choć tak tragiczne w wymiarze ludzkim,  już w chwili śmierci było zwycięstwem. Uwieńczeniem pięknego, choć krótkiego, życia. W tradycji chrześcijańskiej męczennicy to najwięksi świadkowie Chrystusa, a tym samym zasługujący na największą chwałę w niebie. Nawet jeśli nie są znani w świecie.    

XIV. „Ciało moje będzie spoczywać w nadziei. […] Nie dopuścisz , aby twój święty uległ rozkładowi w grobie” (Ps 16,10)

Ciało Karoliny podzieliło los  wszystkich ludzi. A przecież nie zostało zapomniane. Tak, jak inne czeka na zmartwychwstanie, ale czeka w szczególnym miejscu. Grób jej znajdzie się pod ołtarzem. Dla potomnych ten grób to skarb, do którego będą przychodzić. A samo ciało, nawet jeśli ulegnie całkowitemu rozkładowi, przecież po zmartwychwstaniu ukaże się jaśniejące i piękne.

Share this post on social

Skip to content sex forced video bigindiansex.mobi desi indian sex video xxx sonagachi porndu.net porn movie torrent lambani sex freeindianporn.info beautiful girl sleeping indian forced sex pornolaba.mobi open sexy sex bhabhi sex clip bukaporn.net indian boy and girl sex aunty fucking tubepatrol.cc kamapichachi samantha busty fucked xxxdesitube2.com sex move hindi boob press in park originalhindiporn.mobi sara khan nude prone sex vedio goindian.net best indian teen porn porn x vidios onlyindianpornx.com bangali girl sex com india six vidos desixxxtube.info aizawl sex video bangla focking pinkpix.net kambi videos kannada actors sex videos xshaker.net deshi chuda chudi tamail sex com onlyindian.org miya khalifa.com land chut ki ladai xxxindianporn.org xnxxtelgu